poniedziałek, 13 czerwca 2016

Zrozumiałam swoich rodziców, bo sama jestem mamą

Brak komentarzy
Rodzicielstwo to ciężki kawałek chleba. I niesamowicie zmienia punkt widzenia oraz pozwala w końcu zrozumieć własnych rodziców.
Jestem samodzielna, mieszkam osobno, od uzyskania pełnoletności sama się utrzymuję, mam dobre wykształcenie. Podsumowując – nie obciążam sobą rodziców, a nawet przejęłam rolę osoby pomagającej. Mam wielki szacunek do swoich rodziców za to jak mnie wychowali. Ile pracy włożyli w moje wychowanie, sami wiedzą najlepiej.
W dzieciństwie i młodości nie raz pewnie słyszeliście słowa: „ucz się!”, „uczysz się dla siebie!”, „nie ruszaj tego!”, „nie wolno!”, „nie możesz gdzieś tam pojechać lub wyjść!”. Wkurzało to wtedy niemiłosiernie. Ale jak zostałam mamą..., to doznałam olśnienia: "to było dla mojego dobra"!
Gdy zostałam mamą, największym zaskoczeniem było dla mnie to, że zabranianie czegoś dziecku bardziej boli rodzica. Konsekwencja i „bronienie” swojej decyzji przed dzieckiem wcale nie przychodzi łatwo. Czasami zaczyna się wątpić, czy to naprawdę konieczne. Zadajesz sobie pytanie - A może jednak pozwolić? Pilnowanie i wytrwanie w postawionych dziecku granicach wiele kosztuje. Wiesz jednak, że to dla jego dobra. Ale nie zawsze się udaje. Dlatego ja, doskonale rozumiem rodziców, którzy czasami odpuszczają. Bo po raz tysięczny mówić dziecku: „Nie ruszaj tego!”, „Nie wolno!” albo przetrwanie wybuchu gniewu nastolatka nie jest ani łatwe, ani przyjemne.
Druga sprawa, która mnie zaskoczyła to to, jak bardzo bolą niepowodzenia dzieci. Dla każdej mamy lub taty strasznie brzmią słowa dziecka, że jakiś kolega/koleżanka, które ono lubi nie chce się z nim bawić. Jak jest to incydent, to ok, ale jak się ciągnie już jakiś czas, to jest to okropne przeżycie dla rodzica. I jeszcze trzeba być wsparciem dla dziecka i je pocieszać, chociaż serce pęka na pół i najlepiej, to by się wzięło te dzieciaki, co się nie chcą bawić z moim i przyłożyło im:) A ja, jestem mamą, która się nie wtrąca w sprawy rozwiązywane między dziećmi. Słucham, obserwuję i rozmawiam, ale tak, aby nie skrzywdzić nikogo w tej rozmowie i nie ocenić. To trudne zadanie, bo czasami czułam, że nie to moja córka miała rację, ale kiedy zdarzały się sytuacje, gdzie jednak to drugie dziecko miało rację, przekonywałam się, że dobrze postępowałam. Dzięki temu moja córka uczyła się samodzielnie rozwiązywać konflikty, już od przedszkola. Przy takich okazjach zaczęłam się zastanawiać nad swoimi rodzicami. Byłam ciekawa, jak wiele przede mną ukrywali, żeby być dla mnie oparciem i dobrym nauczycielem. Myślałam o tym, co przeżywali, ile razy przeze mnie lub za mnie płakali lub się wkurzali, ale tak, żebym tego nie widziała?
Trzecia sprawa, której musiałam się nauczyć to zdolność dzieci do natychmiastowej zmiany nastroju. Najpierw wpienią Cię tak, że dom by się rozniosło, a za chwilę już się śmieją. Chciałabym tak umieć! Ja się w środku gotuję, a moja córka z niewinną miną zadają pytanie: „A czemu jesteś zła?” Bo u niej jest już wszystko ok.:)
Podsumowując: docenić poświęcenie rodziców i ich pracę włożoną w wychowanie w pełni może chyba tylko inna mama lub tata. Przychodzi to wraz z nabywaniem doświadczenia w wychowywaniu własnych dzieci. A jak już się do tego dojdzie, to koniecznie powiedzcie to swoim rodzicom - na pewno się ucieszą:) Taka rozmowa, to o dobra okazja, żeby po latach przyznać im rację i podziękować za wszystkie „Nie rób tego!”, „Zostaw to!”, „Nie wolno ci!”, „To dla Twojego dobra!”

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

.
=async defer src="//assets.pinterest.com/js/pinit.js"/script>