środa, 24 czerwca 2015

5 zasad ułatwiających właściwe ubranie się na wesele jako gość

40 komentarzy
Sezon ślubny mogę uznać za rozpoczęty...
A do wesela przygotowuje się nie tylko para młoda, ale i goście. Odpowiedni strój na tą uroczystość powinien świadczyć o szacunku dla nowożeńców oraz podkreślać uroczysty charakter wydarzenia. Pamiętajcie, że oczy innych zaproszonych osób nie są skierowane tylko na parę młodą, goście i ich kreacje również przykuwają wzrok. Co zrobić, aby wyglądać wystrzałowo, ale nie przyćmić przy tym panny młodej? Postaram się podpowiedzieć Wam kilka prostych zasad, którymi warto kierować się przy wyborze weselnej sukienki. Post kieruję do kobiet, bo Panowie mają łatwiej :) 
Dobór odpowiedniej kreacji na wesele będzie łatwiejszy, jeśli prześledzisz poniższe reguły.
  1. Sukienka na wesele powinna podkreślać wyjątkowość spotkania. Gdy wybieramy się na tradycyjne wesele, wieczorowa - długa lub krótka - sukienka będzie doskonałym wyborem. Jednak gdy przyjęcie ma się odbywać w ogrodzie, lepiej zdecydować się na sukienkę koktajlową, która idealnie będzie pasować do wciąż eleganckiej, ale jednak nieco swobodniejszej imprezy. Sukienka na wesele musi sprawiać, żebyś czuła się nie tylko pięknie, ale i wygodnie. W związku z tym odpadają wszelkie gorsety i obcisłe halki, które ograniczą ruch w tańcu. Warto za to wybrać kreację, której fason zamaskuje pełen weselnych przysmaków brzuch lub inne mankamenty sylwetki.
  2. Długość sukienki dobieramy przede wszystkim do swojej figury. Wieczorowe sukienki zwykle sięgają ziemi, jednak stylizację o takim charakterze możemy bez problemu stworzyć także z krótszych kreacji, pod warunkiem, że odpowiednio wybierzemy model sukienki oraz uzupełnimy ją dodatkami, które dodadzą jej wieczorowego szyku. Tak więc jeśli lepiej czujesz się w krótkich sukienkach i możesz pochwalić się zgrabnymi nogami, wcale nie musisz z nich rezygnować. Pamiętaj jednak, że sukienka nie może być zbyt krótka. Takie ubranie zamiast wyglądać ładnie i elegancko będzie prezentować się wulgarnie. UWAGA: Jeśli nie chcecie popełnić faux pas, pamiętajcie, że na suknię do ziemi, możecie sobie pozwolić tylko w sytuacji, w której panna młoda ma suknię tej samej długości. Jeśli jest inaczej i sukienka panny młodej jest krótsza od tej, którą mamy na sobie, nasz strój może zostać uznany za nieodpowiedni.
  3. Kolor - przyjęło się, że sukienka weselnego gościa nie powinna być w kolorze sukni panny młodej (zazwyczaj - białym). Bo to ona jest najważniejszą osobą tego dnia i strój gościa nie powinien konkurować z suknią młodej. Nie najlepszym wyborem, choć ostatnio częściej spotykanym na weselach - są kreacje czarne, które wielu kojarzą się nie tylko z elegancją, ale i żałobą. Ale wystarczy uzupełnić taką sukienkę lśniącymi czy kolorowymi dodatkami, by nabrała weselnego charakteru. Idealną propozycją na przyjęcie weselne są kolorowe sukienki. Latem doskonale sprawdzą się zarówno te w pastelowych odcieniach, jak i w mocnych, żywych kolorach. Zimą pięknie będą prezentować się sukienki w głębokich odcieniach szmaragdu, turkusu, fuksji czy czerwieni.
  4. Dodatki - nie zapominaj, że stylizacja to nie tylko odpowiednia sukienka, ale i dobrze dobrane dodatki. Zacznij od butów, które powinny nie tylko pasować do kreacji, ale być wygodne - w końcu na weselu nie wypada nie tańczyć! Jeśli masz obawy czy wytrzymasz na obcasie przez cały dzień, warto do stroju dobrać także buty na płaskim obcasie, które weźmiesz ze sobą na przebranie. Biżuteria to nieodłączny element wieczorowego looku. Pamiętaj jednak, że zasada "im mniej, tym więcej" sprawdza się w tym przypadku doskonale. Obwieszona błyskotkami nie będziesz wyglądać elegancko. Zdecyduj się więc na jeden dominujący akcent - lśniącą kolię, piękne kolczyki czy przyciągający uwagę pierścionek koktajlowy.
  5. Twój styl - weselna moda wymaga od nas trzymania się kilku podstawowych zasad. Nie oznacza to jednak, że wszyscy goście muszą wyglądać tak samo. Pozwól więc sobie na oryginalną bransoletkę, krzykliwy kolor butów lub stylizację pin-up lub inną rzecz, która pozwoli ci poczuć się wyjątkowo. Nie zapominaj o swoim stylu!
Skoro znacie już podstawowe zasady, to teraz pora na przykładowe propozycje.
Piękna, długa sukienka, z modnymi wycięciami. Zwiewny materiał spowoduje, że sukienka będzie pięknie wirować podczas tańca (Aggi, 299 zł)
Bardzo elegancka sukienka w duże, pastelowe kwiaty, które kontrastują z prostym krojem. Propozycja idealna dla dojrzałych kobiet (Deni Cler)
Nietypowa propozycja - kombinezon w pięknym, intensywnym kolorze. Nowoczesny krój i tkanina wysokiej jakości powodują, że kombinezon jest bardzo elegancki (Deni Cler).
Ciekawa, czarno- biała suknia. Koronka przy dekolcie zastąpi naszyjnik, a czarny materiał z boku wyszczupli i wydłuży sylwetkę (Mango, 369 zł).
Długa sukienka, w odcieniu delikatnego różu. Ma bardzo ładne plecy - skrzyżowane grube paski. Piękna sukienka, ale nadaje się tylko na wesela lub duże przyjęcia (Mango, 549 zł).
Intensywny czerwony kolor i koronkowy materiał powodują, że w tej sukience na pewno zostaniesz zauważona (Massimo Dutti, 399 zł).
Długa sukienka z lekkiego materiału o bardzo ciekawej formie. Kolor bezpieczny, ale krój ryzykowny (Solar).
Bardzo ładna sukienka, bogato zdobiona na rękawach i przy dekolcie. Na wystawne wesele. (Zalando, Virgos Lounge, 509 zł).

Wybierając się na ślub, często zapominamy o tym, że najważniejszym punktem naszego stroju nie musi być sukienka. Dlatego mam dla Was jeszcze propozycję kilku zestawów:
Dobrym rozwiązaniem będzie również elegancki, jedwabny kombinezon w kolorze butelkowej zieleni, ładnie marszczony w okolicach biustu. Będzie się idealnie komponował z jasną marynarką z lnu i bawełny oraz malinowymi , mocno wyciętymi czółenkami na wysokim obcasie. Do tego twarda torebka typu „clutch”, błyszcząca bransoletka, korespondująca z kolorem kombinezonu i strój na wielkie wyjście gotowy! (kombinezon Zara; czółenka Mohito; marynarka Mango; bransoletka H&M, torebka Mango).
W tym zestawie dominuje sukienka w ostrym czerwonym kolorze, a dodatki pozostają nieco stonowane. Czerwień będzie się ładnie komponować z cielistymi szpilkami i lakierowaną kopertówką. Do tego długie, wiszące kolczyki i bransoletka w różnych odcieniach szarości. Całość wygląda klasycznie i nie jest nudna. Warto pamiętać, że czerwień nie lubi innych ostrych kolorów w swoim bezpośrednim sąsiedztwie, dlatego do czerwonej sukienki oprócz stonowanych dodatków wybieramy lekki, kobiecy makijaż. (sukienka Mango; szpilki Zara; torebka Monnari; bransoletka Promod; kolczyki H&M).
Na ślub i wesele idealna będzie także prosta sukienka w pastelowym kolorze. Będzie pasować, zarówno szczupłym paniom, jak i tym nieco okrąglejszym. Pastelowy kolor sukienki warto przełamać mocniejszym akcentem – w tym przypadku będą to intensywnie pomarańczowe elementy naszyjnika, który sprawi, że kreacja nie będzie wyglądała nudno. Aby całość nie wyglądała zbyt pastelowo możemy uzupełnić strój klasycznymi, czarnymi szpilkami i kopertówką w tym samym kolorze (sukienka Mohito; naszyjnik Zara; czółenka Zara, torebka Mohito).
Na ślubną kreację możemy wybrać również eleganckie spodnie w kolorze zgniłej zieleni. Ładnie będzie się z nimi komponować gustowna, jedwabna koszula w kolorze jasnego beżu i czarne, skórzane czółenka na ciekawym, szerokim obcasie. Strój można uzupełnić złotymi dodatkami: ażurowymi kolczykami w kształcie liści i bransoletką z kulek pozłacanych i masy perłowej. Całości kreacji dopełni sztywna, satynowa kopertówka ze złotym wykończeniem (spodnie Massimo Dutti; koszula Zara; buty Stradivarius; kolczyki H&M; bransoletka Mohito; torebka Mango).
Doskonałym pomysłem na weselne wojaże będzie także sukienka w kolorze fuksji. W przypadku chłodniejszego dnia, na sukienkę możemy narzucić elegancki, wcięty w talii żakiet z haftką. Metaliczne czółenka z odkrytą piętą ładnie korespondują z kopertówką o podobnym kolorze, kontrastują także z intensywnym kolorem sukienki. Strój jest na tyle wyrazisty, że wystarczy dodać jedynie skromny, lecz stylowy, srebrny naszyjnik i strój gotowy (sukienka Zara; buty Mohito; żakiet Monnari; naszyjnik Lilou; kopertówka Zalando).

Dla fanek stonowanych kolorów idealna będzie prosta, musztardowa sukienka z rękawami ¾ tworzącymi małe bufki. Do sukienki dobrane zostały zapinane na kostce czółenka z cienkich pasków, przypominające nieco stylem te modne w latach 20-tych. Wykonana z wełny bransoleta ze złotym dodatkiem będzie ciekawym przełamaniem klasycznego stroju. Na dłoń założyć możemy również komplet prostych, pozłacanych pierścionków, które uzupełnią bransoletkę. Całości dopełni przykuwająca uwagę kopertówka przypominająca skórę węża (sukienka H&M; buty Stradivarius; bransoletka Roboty Ręczne; pierścionki H&M).
Chabrowa bombka ładnie komponuje się z różnymi odcieniami szarości. Naszyjnik z perełkami uzupełni jednolitą sukienkę, a krótki żakiet z rękawami ¾ podkreśli talię. Kreację ładnie dopełnią lakierowane, szare szpilki z odkrytym palcem. Perłowa kopertówka idealnie koresponduje z podobnymi elementami naszyjnika (sukienka Zara; żakiet Zalando; naszyjnik Zara; szpilki Prima Moda; kopertówka Zalando).
Dobrym pomysłem na strój gościa weselnego może być nie tylko sukienka, świetnie będziecie wyglądać również w spódnicy. Aby przełamać ciemny kolor spódnicy i rozjaśnić cały strój, możemy dobrać do niej lekką bluzkę w kwiatki, a na nią narzucić płaszcz o prostym kroju w modnym kolorze „nude”. Wzorzysta bluzka nie potrzebuje zbyt wielu dodatków dlatego, aby dopełnić kreację wystarczą jedynie niewielkie kolczyki, do tego cieliste buty na wysokim obcasie oraz skórzana kopertówka i można wyruszać na zabawę! (spódnica H&M; płaszcz COS; bluzka Zara; buty Zalando; kolczyki River Island; kopertówka Zalando).
Główną rolę w tym zestawieniu gra złota sukienka z tłoczonego materiału z falbanką u dołu. Ponieważ sukienka nie ma rękawów, w przypadku gorszej aury warto zaopatrzyć się w elegancki płaszcz o garniturowym kroju. Aby sukienka nadal pozostała na pierwszym planie należy pamiętać o tym, aby nie przyćmić jej dodatkami, wystarczą jedynie małe kolczyki i lekka bransoletka. Klasyczne czarne szpilki i mała skórzana torebka dodadzą szyku i elegancji (sukienka Zalando; płaszcz COS; czółenka Zara; zestaw: kolczyki i bransoletka H&M; torebka Zalando).
W tym zestawie dominują proste barwy. Podkreślająca sylwetkę, ołówkowa sukienka z dekoltem w łódkę w kolorze winnej czerwieni zestawiona jest tutaj z czarnymi czółenkami na geometrycznym obcasie i metalicznym naszyjnikiem, który ładnie podkreśli kolor sukienki. Do tego dobieramy małą kopertówkę imitującą wężową skórę oraz delikatne, srebrne kolczyki pasujące do naszyjnika (sukienka Zara; buty Zalando; kopertówka Mohito; naszyjnik River Island; kolczyki H&M).
Zdjęcia: materiały prasowe

niedziela, 21 czerwca 2015

Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu - "Mały Książę" w kinach

1 komentarz
Już niedługo do kin wejdzie filmowa adaptacja książki Antoine’a de Saint-Exupéry’ego „Mały Książę". „Mały Książę” to kultowa książka, która została przetłumaczona na blisko 270 języków i dialektów, sprzedana w ok. 140 mln egzemplarzach. To wciąż lepszy wynik niż osiągnęła seria o z Harrym Potterem (107 mln sprzedanych egzemplarzy). Lepiej sprzedały się tylko „Opowieści o dwóch miastach” Dickensa (200 mln).

czwartek, 18 czerwca 2015

Kraj Kwitnącej Wiśni - Japonia - pierwsze wrażenia po podróży

5 komentarzy
Pędzę do Was z najnowszym postem i jeszcze gorącymi relacjami z naszej ostatniej podróży. Dzisiaj już wiemy, że była to nasza (moja i Piotra) najlepsza do tej pory podróż (zaraz po niej są Stany Zjednoczone).  Japonia zauroczyła nas bardzo, a ściśle mówiąc najbardziej zauroczyła nas kultura Japończyków. Uważam, że my Europejczycy powinniśmy się dużo od nich nauczyć. Zwłaszcza dobrego wychowania. Japonia to kraj, który kiedyś rozwijał się na podróbkach (jak obecne Chiny). To kraj, który na podróbkach nauczył się tyle, że obecnie japońska jakość oznacza niemal gwarancję zadowolenia. Kraj, który przez swoje wybory w II Wojnie Światowej zapłacił cenę większą niż jakikolwiek inny kraj na świecie, będąc pierwszym (i mam nadzieję ostatnim) żywym poligonem doświadczalnym bomby atomowej. Kraj niesamowicie posłusznych, ukierunkowanych na dobro ogółu, ludzi, którzy w swej niesamowitej posłuszności i ugrzecznieniu wydają się wręcz dziwnych. Kraj, w którym nie ma śmieci choć nie ma też koszy. To kraj, który mnie zachwycił, który mnie rozkochał i jest to kolejne miejsce na Ziemi, w którym mogłabym na dłużej zostać. Dlaczego? Poznajcie moją historię.
Wiele osób jest ciekawych naszych wrażeń, inni podpytują już o porady w planowaniu własnej podróży do Japonii. Wielu znajomych robiło i robi wielkie oczy, kiedy słyszą, że pojechaliśmy na własną rękę do  jednego z najdroższych krajów świata. I bardzo często słyszymy: "też bym pojechał, gdybym miał kasę" albo "musi to być bardzo kosztowna podróż". Nie oszukujmy się - Japonia nie jest tania, potwierdzamy, że jest droga. Ale była jeszcze droższa, kiedy 100 jenów kosztowało 4,20 zł, a nie ok. 3 zł, jak w tym czasie. Turysta odwiedzający Japonię musi liczyć się z wydatkami w granicach minimum 5-6 tys złotych za osobę za 10-dniowy pobyt, wliczając lot, noclegi, wyżywienie, podróż po kraju i bilety wstępu. Ale są sposoby, aby zwiedzi ć Japonię nie wydając fortuny i nie koniecznie oszczędzając na wszystkim. My, podczas podróży wyznajemy zasadę, że nie odmawiamy sobie przyjemności - jak czegoś bardzo pragniemy, to realizujemy to pragnienie :) 
Dlatego, biorąc pod uwagę powyższe - postanowiłam napisać kilka postów podsumowujących nasz wyjazd do Japonii. Na tym blogu będzie bardziej poznawczo, smakowicie, organizacyjnie. Natomiast na blogu Photo-Atelier będziemy umieszczać naszą standardową dzienną foto-relację z tej podróży. Mam nadzieję, że wielu zainteresowanych podróżą do Japonii, odnajdzie na moim blogu odpowiedzi na wszystkie swoje pytania, jeżeli nie, to śmiało dopytujcie proszę w komentarzach.
Podróż rozpoczęliśmy w Warszawie - 5 czerwca 2015 i zakończyliśmy również w Warszawie - 17 czerwca 2015. Nasz termin przypadał w tzw. 5 porę roku w Japonii - czyli w porę deszczową i tego trochę się obawialiśmy, ale wszystko wyszło bardzo dobrze - padało tylko przez kilka godzin, kiedy byliśmy w Hiroszimie. Nasz plan podróży (skrupulatnie wcześniej przygotowany) zrealizowaliśmy prawie w 100%. Nie udało nam się zobaczyć Kobe (zabrakło już czasu). I nie zobaczyliśmy szczytu Fuji (z wieży widokowej czy z pociągu), bo przejrzystość w tak wilgotnym klimacie nie sprzyjała takiej okoliczności. Nasz wyjazd był bardzo napięty, ale jednocześnie przyjemny, interesujący i pełen przygód. Niemal każdy dzień spędzony w tętniącej życiem Japonii, zmuszał nas do nieustającej aktywności w postaci zwiedzania, smakowania, delektowania się, fotografowania, chłonięcia zapachów, dźwięków, smaków, widoków. Spełnialiśmy nasze marzenia próbując lokalnych przysmaków, zwiedzając fantastyczne miejsca, nocując na matach, poznając miejscowych ludzi i podsłuchując jak pięknie brzmi język japoński.
W wyobrażeniu przeciętnego Polaka istnieją dwa obrazy Japonii. Jeden z nich to kwitnące wiśnie, gejsze w kimonach i wzbudzający grozę samurajowie, drugi natomiast, bliższy dzisiejszej rzeczywistości, to wspaniale rozwijająca się gospodarka oraz naród bez reszty oddany pracy na rzecz budowy potęgi ekonomicznej. Czy jednak w tych kilku pojęciach zawiera się pełna charakterystyka Japonii? Zazwyczaj nie zastanawiamy się nad tym i w swych ocenach opieramy się na stereotypach. Kiedy mówi się słowo Japonia, to pierwsze co przychodzi mi na myśl to – kimona, jedwab, jedwabniki, pięknie malowane kimona z jedwabiu. Kiedy ogląda się stare japońskie filmy występują tam kobiety ubrane właśnie w kimona. Obrazy kształtowane przez kino, telewizję czy literaturę pozostają w naszej pamięci, wciąż oddalając nas od rzeczywistości. Dla mnie, przy wyborze tego kierunku szczególnie interesująca była odmienność kultury, obyczajów i zachowań, jaką obserwowałam w pojawiających się filmach powstałych w Japonii, bądź też o niej opowiadających. I odmienność języka japońskiego od języków europejskich, która wydała mi się niezwykle interesująca, podobnie jak pismo, które z kolei odpowiadało moim zainteresowaniom plastycznym. Myślę, że w ten sposób pokrótce mogłabym uzasadnić mój wybór.
To teraz opiszę Wam w skrócie o moich wrażeniach dotyczących odwiedzonych miast, wielkości hotelowych pokoi, ludzi, komunikacji miejskiej i jedzeniu.
Miasta
Wyjeżdżając do Japonii, wielu turystów celuje przede wszystkim w miasta. To, że japońskie miasta są najlepiej skomunikowane jest oczywiste i dlatego dobrze uczynić je swoimi bazami, z których będziemy podróżować do kolejnych lokalizacji. Ale mam wrażenie, że im więcej takich miast zwiedzimy, tym bardziej stają się do siebie podobne. Na tle wszystkich miast zdecydowanie wyróżnia się Tokio (niesamowicie nowoczesna i rozbudowana stolica), choć dla mnie zdecydowanie przegrała z Kioto. Tokio jest ogromne, dynamiczne, pełne ludzi w garniturach oraz zagranicznych turystów. Jednak to na co zwróciłam uwagę, to fakt, że mimo swej wielkości i gęstości zaludnienia jest zarazem bardzo ciche. Chyba lokalni mieszkańcy nie chcą, aby zakłócano im ich rytm dnia (a mają ustalony "pod linijkę - o tym później) i tym samym nie chcą przeszkadzać innym. Np. w komunikacji miejskiej należy mieć wyciszone telefony i mimo, że wszyscy pasażerowie trzymają telefony w rękach, to nikt nie rozmawia (zdecydowanie inaczej, niż w Polsce). Zupełnie inaczej było w Kioto. Tokio było przede wszystkim nowoczesne i drogie, natomiast Kioto było gwarne i uosabiało japońską kulturę, czyli to, czego najbardziej oczekiwałam od podróży do Japonii. Zwiedzając Kioto,  mijaliśmy piękne pawilony herbaciane i świątynie, a jedzenie w pobliskich restauracjach było przepyszne i wyjątkowo tanie. Wracając jeszcze do Tokio - warto zobaczyć jego nowoczesność i ogrom, niemniej, Kioto było o wiele bardziej relaksujące, tańsze i naprawdę piękniejsze pod względem architektury i przyrody. Dlatego wszystkim chcącym ujrzeć magię dawnej Japonii, szczególnie polecam Kioto.
Hotele - czyli "kawałek podłogi"
Czy wiecie, że łazienka w mieszkaniach wielu z Was jest większa od standardowego pokoju w japońskim hotelu? Nie licząc wąskiego korytarza, miejsce naszego nocnego odpoczynku można było przemierzyć wzdłuż i wszerz dwoma większymi krokami. A do naszej dyspozycji mieliśmy jeszcze mniej miejsca, bo ponad połowę pomieszczenia zajmowało łóżko. Wszystkie wybrane przez nas hotele miały klimatyzację. Jest to urządzenie będące obowiązkowym wyposażeniem każdego japońskiego domu czy mieszkania. Wysokie temperatury i niemal stuprocentowa wilgotność są naprawdę uciążliwe.
Zabawnie prezentują się łazienki. Nie dość, że aby do nich wejść, zazwyczaj trzeba było pokonać sporych rozmiarów próg, to jeszcze całe pomieszczenie w środku wygląda jak przygotowana z plastiku kabina (np. taka w samolocie). Wanna też nie jest wielkich rozmiarów. Fascynujące są oczywiście japońskie sedesy, które często mają zamontowane specjalne panele z przyciskami. Możemy na nich znaleźć takie funkcje, jak bidet czy podgrzewanie klapy, a niektóre pozwalają nam nawet umilić sobie czas w toalecie muzyką. Nie ma co się przerażać tymi guzikami, bo wodę spuszcza się zwyczajowo z tyłu. Tak jak wszędzie. 
Przebywając w Japonii, nie bójmy się korzystać z usług hoteli o małej liczbie gwiazdek. Prawda jest taka, że hotele dwu- lub trzygwiazdkowe, znacznie odbiegają od europejskich standardów (oczywiście na korzyść). Wieczorem, po powrocie do pokoju zastaniecie wszystko ładnie uprzątnięte. W Japonii hotelowe pokoje są sprzątane pod nieobecność gości, ale kradzież jest ostatnią rzeczą, której powinniście się w tym kraju obawiać. Można tam właściwie zasnąć na ławce w parku i czuć się względnie bezpiecznym. Kolejnym plusem jest zapewnienie gościom podstawowych produktów (w zasadzie nie warto brać ze sobą kosmetyków tj. szampon, żel pod prysznic, odżywka, nie warto też brać ręczników czy suszarki, czasami są nawet maszynki do golenia). W korytarzu znajdziecie klapki do łazienki. Na biurku jej zazwyczaj czajnik elektryczny oraz rozpuszczalna herbata. W okolicy stołu jest przymocowana latarka na wypadek trzęsienia ziemi i odcięcia prądu (jest ich kilkaset miesięcznie, z tym że większość kompletnie niewyczuwalnych - my nie wyczuliśmy niczego). W razie nadejścia większego trzęsienia zaleca się chowanie pod biurko lub stół, aby uniknąć urazu głowy spowodowanego spadającymi przedmiotami. Ale nie ma się co martwić. Japońska architektura jest dobrze przystosowana do tego rodzaju sytuacji - tutaj to codzienność.
Ludzie
Wyjeżdżając do Japonii nie spodziewałam się, że ludzie będą tak otwarci i uprzejmi. Słyszałam wiele historii o słabym poziomie angielskiego u Japończyków, czytałam wiele o ich nacjonalizmie. Z językiem rzeczywiście jest słabo, ale to w niczym nie przeszkadza - można się spokojnie porozumieć na migi. Młodsze pokolenie jest na pewno bardziej zainteresowane międzynarodowymi znajomościami niż to starsze i widać, że uczą ich też tego w szkole (np. praca domowa: zapytać po angielsku (bardzo łamanym angielskim) turystę spotkanego na ulicy o imię, o to skąd przyjechał, co mu się tutaj podoba i na koniec zrobić sobie z nim zdjęcie. Japończycy są bardzo towarzyscy, otwarci i pomocni. Np. w pociągu pewna dziewczyna, widząc, że mamy mapę w ręce - sama podeszła i zapytała, gdzie chcemy dojechać. Zapisała nam instrukcje (po angielsku i japońsku) na kartce, wcześniej sprawdzając wszystko w telefonie. Podsumowując - Japończycy są uprzejmi, pomocni i otwarci, ale najmniej ci w stolicy. To chyba dlatego, że ludzie w Tokio żyją w większym stresie i pędzie, a w pozostałych miejscach są już bardziej zrelaksowani. 
Jest jeszcze jedna ważna sprawa, o której chciałam Wam opowiedzieć. Mam na myśli stosunek pracujących ludzi do swoich klientów. Takiego szacunku jaki wyrażają (np. sprzedawcy) nie ma nigdzie. Tam powiedzenie „klient nasz Pan” jest normą i codziennym odczuwalnym faktem. Japońscy pracownicy zawsze wszystko dokładnie wytłumaczą, pomogą jak tylko mogą najlepiej, wskażą co trzeba zrobić, jak i gdzie, albo po prostu zrobią to za nas (!) – i jakby było tego mało, to zrobią to wszystko spokojnie i z uśmiechem. Pod tym względem Japonia to raj i wszyscy polscy urzędnicy powinni jechać tam na kilka miesięcy po naukę właściwej komunikacji z klientem, czy też po prostu z drugim człowiekiem w potrzebie. W Japonii pracownik naprawdę pomaga i chce pomóc bo wie, że po pracy to on przyjdzie do sklepu/biura i to o niego zadba inny tamtejszy pracownik. A urzędnik nie jest panem i władcą od papierów i biurokracji tylko "sługą", który zadowolony jest nie wtedy kiedy odeśle petenta jak najdalej od swojego biurka tylko wtedy, kiedy załatwi pozytywnie jego sprawę. To jest dla niego powodem do dumy i satysfakcji. Ciekawostką i dowodem na powyższe jest to, że z największymi honorami żegnani są w dniu pogrzebu ludzie, którzy całe życie pracowali dla innych, służyli im. A szczególnie (co nas dziwi, ale Japończyków zupełnie nie), tacy, którzy umarli w pracy wykonując swoje obowiązki lub których śmierć nastąpiła na skutek przepracowania(?).
Miłym zaskoczeniem był dla mnie konduktor w pociągu Shinkansen - wszedł do wagonu i się ukłonił, przeszedł do końca, odwrócił się, ukłonił, wyszedł z wagonu, w kolejnym się ukłonił. W końcu wrócił do naszego. Wszedł, ukłonił się, przeszedł, odwrócił, ukłonił. Delikatnie, z powagą, z szacunkiem, oficjalnie... byłam w szoku. Kolejne miłe zaskoczenie było w sklepach. Wchodzisz do sklepu, kupujesz, nie zdążysz jeszcze dojść do kasy a obsługa już biegnie, informując po drodze, że przeprasza, że dopiero idzie. Wszystko z uśmiechem, uprzejmie, ekspresowo i na koniec jeszcze w podziękowaniu za zakupy ukłon. Kolejny ukłon był od załogi obsługującej samolot na płycie lotniska. Kiedy samolot był już gotowy do odlotu, załoga staje w rzędzie i wszyscy się kłaniają a potem machają nam na pożegnanie.
Komunikacja miejska (o jakiej marzycie)
Komunikacja, kolejki w sklepach, a nawet plan dnia – każdy aspekt życia Japończyków musi być dokładnie zorganizowany. Z jednej strony jest to dobra cecha, bo dzięki temu mają jedną z najlepszych siatek komunikacyjnych na świecie. Z drugiej, dla osoby przyjeżdżającej z zewnątrz pewne rzeczy mogą wydawać się pokracznie groteskowe. Społeczeństwo japońskie żyje od linijki, czyli według określonych reguł, formuł i algorytmów. Jest niemalże zaprogramowane, aby w odpowiednich sytuacjach zachowywać się w taki, a nie inny sposób. W wielu aspektach życia działają według ścisłych schematów. Jeśli coś pójdzie nie tak, nie potrafią odnaleźć się w nowej sytuacji. Np. w zadaniu domowym było napisane jak po angielsku zadać pytanie "Czy zrobisz sobie z nami zdjęcie", po uzyskaniu mojej zgody dziewczynki zaczęły się bardzo cieszyć (piszcząc i podskakując), ale nie wiedziały już co zrobić z aparatem, mimo, że miały ich 4 sztuki :) I to zadanie zrobiłam za nich sama - aparat przekazałam Piotrowi i to on zrobił nam zdjęcie. Kolejnym przykładem ich typowego zachowania jest właśnie komunikacja miejska. Pociągi na stacjach zawsze zatrzymują się w określonych miejscach - na peronach narysowane są linie, które wyznaczają początek kolejki. Jeszcze zanim przyjedzie pociąg, możemy zaobserwować Japończyków grzecznie ustawiających się w rządku. To samo ujrzymy, próbując wydostać się ze stacji, gdy ludzie organizują się w linię przed ruchomymi schodami. Choć tego typu zachowania mogą wydawać się dziwne, to trzeba przyznać, że zdecydowanie przyspieszają nawigację. Tłumy w Japonii nie są irytujące, bo nie ma w nich bałaganu. To, że w danym miejscu stoi duża grupa ludzi, nie oznacza, że nie są oni w pewien sposób zorganizowani. Kiedy sami poznamy te algorytmy i zaczniemy się do nich stosować, zobaczymy jak bardzo upraszczają one załatwianie codziennych spraw. Kolejny przykład - chodząc codziennie po sklepach usłyszymy te same formułki, które sprzedawcy wypowiadają do klientów niczym mantrę. Grzeczne podziękowanie, ogłoszenie, ile przyjęto pieniędzy, wydanie reszty wraz z dokładnym pokazaniem klientowi banknotów i ponowne podziękowanie. Pierwsza styczność z takim zachowaniem faktycznie może wywołać uśmieszek na ustach kogoś z zewnątrz, ale warto pamiętać, że ma ono swoje ugruntowanie w tamtejszej kulturze. W tym, by wszystko było sprawne i zorganizowane, pomagają również specjalni pracownicy. Np. spacerując ulicami Tokio, tam, gdzie odbywają się roboty drogowe znajdziemy panów w kaskach, którzy głośno ogłaszają, że w tym miejscu może być niebezpiecznie, a następnie przeproszą i pokażą drogę do ominięcia przeszkody. Obserwowanie takiego zjawiska samo w sobie jest ciekawe i bardzo pouczające. Po powrocie do Polski, gdzie komunikacja nie jeździ na czas, a każdy rozpycha się wszędzie gdzie może - widać to jeszcze wyraźniej. Mimo że nie do końca jestem w stanie zaakceptować takie sztuczne i mechaniczne życie, wiem też, że korzystanie ze schematów i "życie od linijki" ma jednak trochę sensu. Muszę jeszcze wspomnieć o punktualności miejskiej komunikacji. Jeżeli marzyliście kiedyś o tym, aby jadąc do pracy nie zerkać nerwowo na zegarek w oczekiwaniu na spóźniający się autobus, to może warto rozważyć przeprowadzkę do Japonii:) Pierwszą rzeczą, którą się tam zauważa jest fenomenalna komunikacja miejska. Owszem, tablica z rozpisanymi stacjami może wydać się nieco przytłaczająca, ale wystarczy parę minut, aby zrozumieć jak bardzo logicznie opracowana jest cała siatka przejazdowa w stolicy Japonii. Zacznijmy od tego, że w obrębie miasta poruszamy się przede wszystkim pociągami - JR (Japan Railways), metrem lub w niektórych okolicach kolejką naziemną. Autobusy są praktycznie niewidoczne i służą jako połączenia z naprawdę trudno dostępnymi miejscami, albo jako wyjście awaryjne w razie, gdyby zawiodły wszystkie inne metody transportu. Z praktycznie każdego punktu można dość łatwo dostać się do jakiejś stacji, więc korzystanie z busów po prostu mija się z celem.
Metro w Tokio jest na pewno najbardziej rozbudowaną strukturą podziemnej kolejki na świecie. Dzięki temu dojedziemy metrem w każdy zakamarek tego miasta. Warto wiedzieć, że metro obsługuje kilku przewoźników – zwykle jeśli korzystamy z jednego na danej trasie zapłacimy mniej niż gdybyśmy korzystali z usług kilku. Ale i tak nie są to jakieś zawrotne kwoty. W cenie do 10zł powinniśmy dostać się praktycznie wszędzie. Najdrożej wynosi przejazd metrem z/a lotnisko Narita (ok. 30zł). To jednak i tak jest najtańsza opcja dostania się z lotniska do centrum Tokio (należy wybrać linię jadącą z Narity do stacji Asakusa).
komunikacja mapa.png
O ile podróże metrem po Tokio to czysta przyjemność (no może poza godzinami szczytu rano i popołudniu, ale to też warto przeżyć) to już inny kaliber jest w przypadku dalszych podróży po Japonii. Główne miasta są bardzo dobrze skomunikowane, jednak ceny biletów na pociąg są dość wysokie. Plusem jest to, że pociągi należą do najszybszych na świecie i mają specjalne wytyczone trasy, np. wielodziesięciokilometrowe wydrążone w górach tunele dla Shinkansena. 300-400zł za bilet nie powinno nas zdziwić. Można oczywiście wybierać opcje tańsze, pociągami lokalnymi, lub okrężne z przesiadkami - wtedy ceny powinny być o połowę niższe.
System kolejowy w Japonii jest bardzo przemyślany. W tak zapracowanym społeczeństwie nie ma miejsca na niespodziewane wypadki i półgodzinne czekanie na przesiadkę. Dobra synchronizacja czasowa pociągów sprawiła, że nigdy nie musieliśmy czekać na następną kolejkę dłużej, niż parę minut. Kiedy zauważyliśmy na wyświetlaczu napis "delayed" byliśmy zaciekawieni, jak to będzie wytłumaczone (bo już trochę wiedzieliśmy o ważności punktualności w Japonii). Okazało się, że pociąg przyjechał pół minuty później niż zwykle. Na ekranach w wagonie pojawiały się bardzo grzeczne przeprosiny wraz z dokładnym tłumaczeniem powodu tej "ogromnej obsuwy". Czytałam, że jeżeli jakimś cudem opóźnienie sięgnie 5 minut, to na stacji pojawiają się pracownicy kolei, którzy rozdają podróżnym karteczki z usprawiedliwieniami.
Znacznie lepiej niż w Polsce rozwiązane są również opłaty za przejazdy. Z pewnością wielu z was zdarzyło się, że stojąc w korku przekroczyliście czas wyznaczony na zakupionym bilecie. Zazwyczaj w takich sytuacjach pojawiają się kontrolerzy, którzy nie słuchają żadnych usprawiedliwień i po prostu wypisują mandaty. Widziałam takie sytuacje wiele razy w Warszawie. W Japonii natomiast płaci się za odległość, a nie czas spędzony w komunikacji, co jest znacznie bardziej logiczne. Niestety bilety na komunikację miejską są stosunkowo drogie nawet dla osób, które pracują na miejscu. Nie istnieją żadne bilety miesięczne, dobowe czy czasowe, ale dla osób podróżujących regularnie istnieje pewna alternatywa do codziennego sterczenia pod automatem biletowym. Osoby dojeżdżające codziennie do pracy komunikacją mogą ułatwić sobie podróż kupując za 500 jenów (około 15 zł) kartę SUICA lub Passmo (za pomocą obu kart można również płacić w niektórych sklepach za drobne zakupy), którą ładuje się wybraną przez siebie kwotą pieniędzy. Posiadając taką kartę, wystarczy przyłożyć ją do czytnika przy bramce na stacji, na której wsiadamy i to samo powtórzyć na stacji wysiadkowej. System automatycznie wylicza wtedy i pobiera odpowiednią kwotę. Mechanizm prosty, szybki i łatwy w obsłudze. Jeśli nie starczy nam pieniędzy na koncie, to w pobliżu bramek znajdziemy również automaty, które znajdują się na każdej stacji. Pomimo tego, że często takich automatów ustawionych jest kilkanaście w jednym miejscu to i tak nieraz trafiają się spore kolejki, które jednak dzięki japońskiej organizacji przesuwają się szybko i sprawnie. 
Fenomenalnie zorganizowana komunikacja miejska to jedna z rzeczy, których faktycznie powinniśmy zazdrościć Japończykom. Nie dawajmy sobie wmówić, że się nie da tego zrobić porządnie, bo korki, godziny szczytu etc. Da się, a Tokio jest tego idealnym przykładem.

Kuchnia
Wyjazd do Japonii miał być dla mnie również podróżą kulinarną. Japonia to odpowiedni kraj, po którym można podróżować skupiając się tylko na jedzeniu. A oto lista  potraw, które czekają na Was w Japonii: sushi, tempura, soba, udon, monjayaki, okonomiyaki (w stylu Kansai i Hiroszima), ramen, lody z machą, tzw. shaved ice, czyli kakigouri, dango, mochi, warabimochi, onigiri, takiyaki, ekiben, czyli bento do pociągu.
Przed wyjazdem znałam już oczywiście sushi i zupę miso z japońskich restauracji w Polsce, ale moim celem było też spróbowanie innych japońskich dań. Większość mnie nie zawiodła. Bardzo smakowały mi okonomiyaki, czyli japońskie placki z kapustą i dodatkami. Spróbowałam typu okonomiyaków w stylu Kansai (Kioto). Jest jeszcze w stylu Hiroshima (do tej odmiany dodawany jest makaron). Zasmakowałam się również w wielu japońskich słodyczach, z których większość jest oczywiście o smaku zielonej herbaty i wiele z nich przywiozłam do Polski na dalsze smakowanie i w celu prezentowym. Nie obyło się też bez drobnych zawodów jedzeniowych. Pierwszy w restauracji w Kioto, gdzie jedzenie nie było smaczne, brzydko pachniało i na dodatek doszło do nieporozumienia dotyczącego zapłaty (o tym później). Drugi zawód to sushi na targu rybnym Tsukiji - dla mnie było aż zbyt świeże, smakowało morzem i szybko zrozumiałam, że na surowo toleruję tylko łososia i tuńczyka. 
Podsumowując Japonia jest rewelacyjnym krajem do odbycia podróży tak że kulinarnej, niemniej, do pewnych potraw trzeba się przekonać, a innych – lepiej unikać, jeśli nie tolerujemy pewnych składników:)

Wszechobecne automaty
W których można kupić ciepłe i zimne napoje, zupy, słodycze czy przekąski, lody, baterie, maszynki do golenia, skarpetki i masę innych rzeczy. A kiedyś w Tokio można było znaleźć legendarne już automaty z używaną damską bielizną. Obecnie takie automaty są nielegalne, aczkolwiek w Tokio znajdują się podobno jeszcze co najmniej dwa. Te zwykłe automaty z piciem i jedzeniem znajdują się dosłownie wszędzie – na stacjach, ulicach, w parkach, pod każdym blokiem, itd. Automaty są bardzo praktyczne zwłaszcza latem, kiedy temperatura wzrasta do ponad 30°C i nie spada nawet w nocy.  Żeby nie nosić ze sobą wielkiej butli wody, można co 300 metrów kupić mały napój. Praktyczne, prawda?

Zakupy, czyli towary zwolnione z cła
  • ubrania
  • artykuły toaletowe
  • przedmioty osobistego użytku
  • przedmioty potrzebne do wykonywania zawodu podczas pobytu w Japonii
  • prezenty, w ilości nie wskazującej na to, że przeznaczone są na handel, których wartość nie przekracza 200 tys. JPY (w cenach z kraju zakupu).
Osoby dorosłe tzn. te, które ukończyły 20 rok życia, mogą przewozić bez cła alkohol i wyroby tytoniowe w następujących ilościach: 3 butelki alkoholu – jedna butelka = ok. 760 cc, cygara (100 szt.), papierosy (400 szt.), inny rodzaj tytoniu (500 g). Natomiast perfumy -2 uncje / jedna uncja = ok. 28 cc /.
Pogoda
Klimat kraju kształtuje się inaczej na poszczególnych wyspach, ale jest wyraźnie zróżnicowany na cztery pory roku. W okresie późnego lata i wczesnej jesieni, występują w tym rejonie tajfuny, czasami wraz z opadami. Zimą na północy są obfite opady śniegu, jednak w Tokio może ich nie być w ogóle, lub są niewielkie i utrzymują się tylko kilka dni. W czerwcu przypada czas na tzw. piątą porę roku, czyli porę deszczową. My takiej nie doświadczyliśmy. Padało tylko kilka godzin w Hiroszimie. Było gorąco i przede wszystkim była bardzo duża wilgotność powietrza. Normalnie nie jestem przyzwyczajona do takich warunków pogodowych, ale szybko się zaaklimatyzowałam. Nie odczuwałam tego tak bardzo, bo jednak metro, wszystkie bary i sklepy były klimatyzowane. Zresztą też we wszystkich hotelach była klimatyzacja. Problem pojawia się, gdy w czasie godzin okołopołudniowych trzeba przebywać gdzieś na słońcu. Niech pogoda Was nie zraża, warto tylko rozplanować rozsądnie zwiedzanie, by się nie przegrzać. należy zaopatrzyć się w wodę, kapelusz i zwiewne ubrania - i powinno być dobrze. Następnym razem wybiorzemy się do Japonii wiosną, specjalnie na kwitnienie wiśni. Być może tylko na jakieś 5-6 dni do samego Kioto. A potem jeszcze kiedyś odwiedzę Japonię jesienią i wówczas chyba udam się do Japońskich Alp i może na Hokkaido. Ale to takie marzenie:)
Na koniec jeszcze garść moich obserwacji o Japonii i Japończykach wraz ze wskazówkami na co uważać, co może nas – Europejczyków – zaskoczyć.
  • Jedną z takich rzeczy jest to, że Japończycy się nie przytulają. Wyjątkiem są jedynie sytuacje intymne, natomiast w codziennym życiu Japończyka czy też Japonki nie ma miejsca na tak daleko idące wyrażanie sympatii i serdeczności. Nawet matka z córką nie przytuli się na powitanie, po wielomiesięcznej rozłące. O uściskach na powitanie znajomych Japończyków należy więc zapomnieć i nie rzucać im się na szyję, bo zapewne taki uścisk przyjmą ale zachowają względem nas w przyszłości większy dystans, no i pomyślą o nas jako o dziwakach. Zresztą to samo z pożegnaniami – wszelkie nadmierne serdeczności ponad zwyczajowy ukłon należy powstrzymać. Jest to po prostu normalne i w dobrym tonie.
  • Normalne i w dobrym tonie jest też przepraszanie wszystkich i za wszystko. Zwłaszcza dotyczy to kobiet, ale i mężczyźni przepraszają. „Sumimasen” będziemy słyszeć na ulicy setki razy, każdego dnia, o każdej porze dnia i nocy, aż do znudzenia. Ktoś stanie koło nas na przystanku „zbyt blisko” – sumimasen, ktoś stanie naprzeciwko po drugiej stronie drzwi, gdy my akurat chcemy wyjść ze sklepu – sumimasen, ktoś dosiądzie się do nas na ławce w parku – sumimasen, chcemy o coś spytać w sklepie, na poczcie, w banku – sumimasen, itd.
  • Japończycy są bardzo kulturalnym narodem, jednak hermetycznym. Należy pamiętać, iż nie oczekują od obcokrajowców takiego samego zachowania, jak od siebie. Nie powinno się odkłaniać głęboko, może to być traktowane jako przedrzeźnianie. Wystarczy lekko skłonić głowę i powiedzieć ”Arigato” (Dziękuję).
  • Podając wizytówkę/kartę płatniczą czy inny dokument powinniśmy to zrobić oburącz.
  • Nie wyciągamy ręki do powitania w Japonii.
  • Zdejmujemy buty przed wejściem do świątyni, tradycyjnej restauracji, pokoju hotelowym, jeżeli mają tradycyjny wystrój.
Informacje praktyczne:
  • Wizy: Polacy mogą wjeżdżać do Japonii bez wizy, jednak pobyt nie może być dłuższy niż 90 dni. Nie można też pracować.
  • Planowanie: zdecydowanie polecam stronę japan-guide. Jest tam wszystko co potrzeba wiedzieć, by dobrze zaplanować zwiedzanie Japonii. Możecie posiłkować się też blogami podróżniczymi lub moim blogiem Photo-Atelier.
  • Pieniądze: najłatwiej przeliczać jeny na euro, gdyż 100Y to około 1 EUR. W Japonii poza lotniskami trudno znaleźć kantory, zdecydowanie łatwiej jest z bankomatami. Te znajdują się w bankach i sklepach (typu 7/eleven lub Lawson). Nie wszystkie jednak obsługują polskie karty. Na pewno bez problemu można wypłacać pieniądze w bankomatach w sklepach oraz w banku Citi.
  • Poruszanie się między miastami: zdecydowanie polecam JR Railway Pass, który jest drogi, ale zdecydowanie opłacalny. Jest to specjalna opcja tylko dla turystów.
  • Transport w miastach: w Tokio najlepiej poruszać się metrem lub pociągami JR. Te drugie są bezpłatne jeżeli ma się JR Pass. Metro podzielone jest na dwa niezależne systemy należące do dwóch różnych firm. Trzeba uważać z której firmy się korzysta, gdyż bilety są między sobą niekompatybilne. Można oczywiście kupić wspólny bilet na obie sieci, jednak jest on odpowiednio droższy. W Kyoto jest metro i sieć autobusów miejskich - te drugie to lepszy pomysł na poruszanie się po mieście. Ogólnie co do jazdy autobusem w całym kraju, jeżeli na danym terenie nie obowiązuje płaska taryfa biletowa, należy wchodząc do autobusu pobrać z automatu przy drzwiach kuponik z nadrukowanym numerem przystanku na którym się wsiadło (gdy autobus ruszy nie ma już możliwości pobrania kuponu!). Nad kierowcą znajduje się tablica pokazująca ile płacimy w zależności od numeru przystanku na którym wsiedliśmy. Wychodzi się zawsze przednimi drzwiami. Wychodząc należy wrzucić do maszyny obok kierowcy najpierw kupon, a następnie odliczoną kwotę za przejazd. Jeżeli ma się tylko banknoty lub "większe" monety, ta sama maszyna rozmienia pieniądze, jednak wlot rozmieniarki znajduje się poniżej miejsca do wrzucania zapłaty za przejazd. Jeżeli się pomylimy, maszyna nie wyda reszty.
  • Bezpieczeństwo: jest super-bezpiecznie. Japończycy mają opinię narodu szanującego prawo i porządek, wskaźniki przestępczości są tu bardzo niskie, miniaturowe posterunki policji (tzw. kōban) znajdują się niemal na każdym rogu, i wszystko to razem wpływa na to, że Japonia jest postrzegana jako najbezpieczniejszy kraj na świecie. Należy uważać na obmacywanie i obsceniczne zachowania Japończyków w miejscach publicznych. Stacje metra oblepione są plakatami dobitnie przedstawiającymi co może spotkać dziewczyny w krótkich spódnicach, a wagony metra przeznaczone tylko dla kobiet wcale nie są rzadkością.
  • Noclegi: polecam rezerwować na booking.com – tam jest wszystko 
  • Jedzenie: w stosunku cena/jakość najlepiej jeść w małych knajpkach, w których można zamówić jedzenie w automatach. Na drogę lub na szybką przegryzkę można kupować zestawy obiadowe, które jak się dobrze trafi są bardzo smaczne. Zestawy te zdecydowanie lepiej kupować w restauracjach (np. na dworach) niż w sklepach typu 7-eleven, czy w sklepach specjalizujących się w zestawach.
Długi post mi wyszedł... Ale nie sposób w kilku słowach opisać wszystkich przeżyć i przemyśleń związanych z moim pobytem w Japonii. Nie sposób także pokazać całkowitego i obiektywnego obrazu tego kraju, którego kulturę kształtuje tak wiele czynników.
Zapraszam do komentowania i zadawania pytań. A jeżeli udało mi się zainteresować Was Japonią, to zapraszam na kolejne posty.

czwartek, 11 czerwca 2015

12 stereotypów na temat czytelników książek - prawda czy fałsz?

2 komentarze
Do aktywnych czytelników przylgnęło wiele stereotypów. Uważa się, że wszyscy noszą okulary. Że są dziwakami i że nie potrafią się dobrze ubrać. Uogólnienia takie bywają dość krzywdzące – nowoczesny czytelnik nie przypomina już nieśmiałego, skrytego i zgarbionego dziwadła w szarym swetrze. Nowoczesny czytelnik korzysta z dóbr technologii, potrafi przeczytać bestseller nawet na komórce, jest pewniejszy siebie, a nawet – i to się zdarza – potrafi patrzeć na innych z góry. Istnieje kilka czytelniczych stereotypów, które są prawdziwe.
  1. Nigdy nie wychodzisz z domu bez książki - prawdziwy czytelnik tak już po prostu ma. Bez książki w plecaku, w torbie czy w torebce czuje się najzwyczajniej łyso. Zdarza się, że nawet nie zdąży jej wyciągnąć przed powrotem do domu, książka jednak zapewnia mu w jakiś sposób komfort duszy. 
  2. Pakowanie to zmora – którą książkę mam ze sobą zabrać? - czytelnik przed podróżą ma zawsze gigantyczny dylemat. Nie wie, które książki zapakować – jeden tytuł to dla niego stanowczo za mało, a dokonywanie wyboru to droga przez mękę. Nawet gdy połowę torby zapełni książkami, będzie mu się wydawało, że zabrał ich za mało.
  3. Wolisz komuś kupić nowy egzemplarz książki, niż pożyczyć swój ulubiony - pieczołowicie zbierana kolekcja to dla czytelnika skarb. Pożyczanie książek to natomiast horror. Czytelnik nie lubi mieć luk na regałach, śpi spokojniej, gdy wszystkie egzemplarze leżą na swoim miejscu. Szczególnie, że znajomym trudno zaufać. Ci lubią książki gubić, niszczyć, zapominać o nich. Czytelnik czuje się jak upierdliwy terrorysta, będąc zmuszonym upominać się o swoje książki.
  4. Masz swoje ulubione tłumaczenia - czytelnik, który czyta niewiele, nie zwraca uwagi na nazwiska tłumaczy. Ten jednak, kto książki kocha, po jakimś czasie wyrabia sobie ten nawyk, zawsze sprawdzając, kto daną książkę tłumaczył i ufając tłumaczom sprawdzonym. 
  5. Wikipedia i biografie są dla Ciebie ulubionymi tabloidami - dla zaprawionego czytelnika pisarze to prawdziwe gwiazdy. W tym świecie Hemingway potrafi być Colinem Farrellem, Vonnegut - Russellem Crowe. Dla czytelnika informacje o życiu codziennym pisarzy są cenne, informacje czerpane z Wikipedii interesujące, a biografie to prawdziwa gratka.
  6. Zła adaptacja książki potrafi zrujnować ci lato - niestety o złą adaptację dzisiaj nietrudno. Dla wyczulonego i zaangażowanego czytelnika zła adaptacja ulubionej książki to cios poniżej pasa.
  7. Twój ulubiony zapach to… zapach książki - to jeden z najpopularniejszych stereotypów, który przyległ do czytelników i w gruncie rzeczy jest chyba prawdziwy. Ci, co czytają, uwielbiają wąchać książki. Nieważne, czy te stare i stęchnięte czy zupełnie nowe, pachnące świeżym drukiem. 
  8. Zawsze oceniasz ludzi po książkach, które przeczytali - ktoś, kto czyta więcej niż pięćdziesiąt książek rocznie, nie może się powstrzymać przed ocenianiem w ten sposób ludzi. Wartość człowieka mierzy się wtedy w ilości i jakości przeczytanych tytułów i zebranych zbiorach na regale. Czasem to dość krzywdząca miarka, ale co zrobić – trudno się powstrzymać.
  9. Idealny piątek? Wygodny fotel, wino lub herbata i książka - czytelnik lubi mieć święty spokój. Nawet, gdy nadchodzi weekend. Samotny wieczór z książką okazuje się idealnym sposobem na relaks. Szczególnie wtedy, gdy zaspy straszą za oknem.
  10. Masz mocno sprecyzowane zdanie na temat czytników - nieważne, czy akceptujesz czytniki, czy są według ciebie urządzeniem pozbawionym duszy i odbierającym miodność lekturze. Jeśli czytasz, masz po prostu jasno sprecyzowany pogląd na tę sprawę. 
  11. Potrafisz wydać majątek na aukcjach internetowych - wiesz dobrze, że powinieneś pójść na odwyk. Na przeglądaniu aukcyjnych ofert tracisz okropnie dużo czasu, nałogowo kupujesz kolejne egzemplarze, choć nie nadążasz z ich czytaniem. Ba! Brakuje ci nawet na nie miejsca w mieszkaniu.
  12. W obcym mieście zawsze wchodzisz do zauważonego antykwariatu lub księgarni - to jedna z największych przyjemności zwiedzania – gdy na drodze przed tobą w zupełnie obcym mieście wyrasta księgarnia, antykwariat lub „tania książka”. Nie powstrzymasz się, żeby tam wejść i znaleźć dla siebie książkową pamiątkę.

wtorek, 9 czerwca 2015

Krótki przewodnik po rodzajach kawy

5 komentarzy
Czy dla Was też poranne parzenie oraz picie kawy stanowi prawdziwy rytuał? Albo może nawet  najprzyjemniejszą część dnia? Nastawiacie czajnik albo włączacie ekspres i już po kilku minutach możecie delektować się niepowtarzalnym smakiem czarnego naparu. Ja osobiście uwielbiam takie chwile, ale najbardziej cenię je sobie w weekend, kiedy mam więcej czasu i mogę się do woli delektować smakiem i zapachem mojej kawy. Celowo napisałam o zapachu, bo kwestia aromatu, który rozchodzi się po całym domu, często przyjemnie drażniąc zmysł węchu u naszych bliskich jest dala mnie najprzyjemniejsza.
Dzisiejszy post dedykowany jest wszystkim tym, którzy nie mogą wyjść z domu bez wypicia filiżanki kawy. Bo kawa towarzyszy nam codziennie. Pijemy kawę w biegu, pijemy przed pójściem do pracy. Pijemy ją, kiedy za oknem deszcz i pijemy, gdy na zewnątrz upały. Z cukrem lub bez. Z mlekiem lub czarną. W filiżance lub w kubku. 
Choć istnieje ponad 100 różnych gatunków krzewów kawowca, to właśnie te dwa – Arabica i Robusta, należą do najbardziej popularnych. Czym różnią się te dwa gatunki? Nieraz zdarza nam się widzieć w sklepie napis „100% Arabica”. Co to oznacza? 
  • Arabicę uznaje się za najszlachetniejszy i najstarszy rodzaj kawy, pochodzący z Etiopii. Uprawiana na terenach górzystych, w temperaturze około 20-25 stopni C, zawiera mniej kofeiny niż Robusta. Dlatego też ma delikatniejszy, niemal czekoladowy smak i przyjemny aromat. 
  • Gatunek Robusta natomiast, jest dużo bardziej odporny na choroby, a także łatwiejszy oraz tańszy w uprawie. Ze względu na swój wyrazisty i gorzki smak, rzadko występuje w pojedynkę. Najczęściej spotyka się go w mieszance z łagodniejszą Arabicą. Pozwala to co prawda zmniejszyć koszty produkcji – ze względu na niższą cenę surowca, ale nie idzie w parze z jakością kupowanej kawy. Co więcej, na Robustę należy uważać jeszcze z jednego powodu. W porównaniu z Arabicą, zawiera większe ilości furanu, czyli toksycznego i kancerogennego związku. Ponieważ zaś Robusta bardzo często używana jest do produkcji kaw rozpuszczalnych – warto całkowicie wyeliminować je z diety, na rzecz aromatycznej kawy mielonej.
A jeżeli o zdrowiu mowa, to bardzo istotny dla zdrowia temat stanowi kawa ekologiczna. Podział na gatunki i właściwości pozostaje ten sam. Wyróżnia ją jednak sposób uprawy, który odbywa się wyłącznie naturalnymi metodami, bez użycia pestycydów i nawozów sztucznych. Plantacje ekologiczne najczęściej rozpościerają się wysoko w górach, na terenach skalistych i nierównych, w stanie naturalnym. Są to warunki, w jakich maszyny rolnicze nie są w stanie już pracować – między innymi ze względu na nieregularność ukształtowania terenu. Taka kawa jest zatem zwykle uprawiana starymi, tradycyjnymi metodami oraz zbierana ręcznie. Certyfikatu kawy ekologicznej absolutnie nie należy mylić z certyfikatem fairtrade, który dotyczy materialnego wsparcia rolników i sposobu ich finansowania, a nie faktu, czy przy uprawie kawowców używali oni chemicznych substancji, czy też nie. W przeciwieństwie do certyfikatu eko, certyfikat fairtrade, na który powołuje się wielu producentów kawy, nie ma żadnego wpływu na nasze zdrowie. Stanowi nurt społeczny, wspierający rolników i nie ma nic wspólnego z ekologicznym pochodzeniem kawy. Jak więc rozpoznać kawę ekologiczną? Ziarna pochodzące z takich upraw będą posiadały na opakowaniu oznaczenie rolnictwa ekologicznego – najczęściej zieloną flagę z liściem – taką samą, jaką można znaleźć na opakowaniach innych produktów bio. Oznaczenie to, w przypadku kawy jest tym istotniejsze, gdyż jak się okazuje – jest ona najczęściej pryskaną pestycydami rośliną na świecie. Co więcej, osoby miewające przykre dolegliwości po wypiciu kawy, w tym migreny, zawroty głowy i stany nerwowego pobudzenia, bardzo często „zawdzięczają” te objawy pozostałościom pestycydów w ziarnach, a nie samej kawie.
  • Espresso - kawa przygotowana za pomocą specjalnego ekspresu, na ogół z kilku różnych rodzajów ziaren. Dobrze zaparzone espresso ma brązową piankę. Powinno być podawane w filiżance o pojemności ok. 70 ml i wypełniać ją jedynie do połowy. Espresso jest najpopularniejsze we Włoszech i Hiszpanii, powoli zdobywa jednak serca pozostałych mieszkańców Europy. Jest bazą również dla innych napojów kawowych, takich jak latte macchiato czy cappuccino. Espresso jest cenione ze względu na swój wyrazisty, intensywny smak i aromat. 
  • Caffe latte - popularnie nazywana po prostu latte. To napój kawowy tworzony z espresso zalanego spienionym mlekiem. 
  • Latte macchiato - często mylone ze zwyczajną kawą latte. Tymczasem latte macchiato składa się aż z trzech warstw- na dole znajduje się mleko, na nim espresso, a na wierzchu pianka. Latte macchiato powstaje poprzez delikatne i bardzo powolne nalewanie espresso do mleka. Ta kawa najczęściej jest serwowana w wysokich szklankach o pojemności ok. 250 ml. Często bywa urozmaicana za pomocą różnych dodatków - np. syropów smakowych, posypek, przypraw. Latte macchiato bywa bardziej podobne do deseru niż do kawy. 
  • Cappuccino Klasycznie - powinno składać się z 25 ml espresso, do którego wlewa się odpowiednio spienione mleko (100-125 ml). Pianka powinna być pozbawiona widocznych pęcherzyków i mieć jedwabistą konsystencję. W Polsce popularne jest kupowanie cappuccino w formie gotowego proszku, najczęściej w różnych smakach (orzechowy, waniliowy, itd.) - nie należy do zdrowych produktów...
  • Ristretto  - metoda przygotowywania kawy w specjalnym ekspresie. Ristretto jest przygotowywane tak samo jak espresso, powinno być jednak stworzone przy użyciu dwa razy mniejszej ilości wody, jest więc dużo mocniejsze. 
  • Americano - kawa americano powstała dzięki rozcieńczaniu tradycyjnego espresso dużą ilością wody. Americano powstaje na ogół poprzez dodanie do porcji espresso 120 ml wody. Niektórzy zmieniają recepturę, dodając dwie porcje espresso, przez co americano jest mocniejsze.

Podsumowując: choć większość z nas codziennie pije co najmniej jedną filiżankę kawy, to tak naprawdę mało o niej wiemy. Dlatego powiększajmy swoje zasoby wiedzy o nasionach kawowca, ich pochodzeniu oraz sposobie uprawy. Bądźmy bardziej świadomymi konsumentami. Wybierajmy zawsze nie tylko to, co wydaje się być najlepsze, ale przede wszystkim to, co jest najzdrowsze!

czwartek, 4 czerwca 2015

Artystyczny i smaczny weekend, czyli "WHAT KATIE ATE at the weekend" - recenzja książki

1 komentarz
Mamy piękny, słoneczny i najważniejsze... długi weekend. Macie ochotę coś poczytać? Chcecie, aby było lekko, przyjemnie i z pięknymi zdjęciami? A przy okazji chcecie się czegoś nauczyć? :) To polecam Wam książkę Katie Quinn Davies, kontynuację bestsellera "What Katie Ate", która właśnie ukazała się w polskich księgarniach - "WHAT KATIE ATE at the weekend".

środa, 3 czerwca 2015

Rower to zdrowie - 4 zdrowotne zalety jazdy na rowerze

1 komentarz
Słońce za oknem zachęca do spędzania czasu na świeżym powietrzu, dlatego dzisiaj podpowiem Wam, jak go spędzić aktywnie! Post jest z myślą o wszystkich, którzy kochają wiatr we włosach i poczucie wolności, jakie daje rower. Śmiało, wskakuj na siodełko i kręć! Poznaj zdrowotne zalety jazdy na rowerze.
Godzina spokojnej jazdy na rowerze pozwala spalić około 500 kalorii. I to bez większego wysiłku! Systematyczną jazdą poprawisz kondycję, zrzucisz parę kilogramów i odreagujesz stres. Czy może być przyjemniejszy sposób na utrzymanie ładnej figury? Pobudzone do pracy mięśnie pobierają zapasy energii z komórek tłuszczowych, dzięki czemu nie tylko chudniemy, ale też normalizuje się poziom cukru we krwi. Regularne przejażdżki (3–4 razy w tygodniu) pozwalają obniżyć poziom „złego” cholesterolu i podwyższyć „dobrego”. Taki wysiłek sprawia, że zwiększa się pojemność płuc, krew jest dotleniona, a serce lepiej pracuje. Dzięki temu poprawia się ogólna wydolność organizmu. Wzrasta wytrzymałość i siła mięśni (szczególnie łydek i ud). Dzięki rowerowym wycieczkom staniesz się bardziej odporny na zmęczenie, a do tego dużo lepiej zniesiesz sytuacje stresowe. W dodatku jazda na rowerze da Ci możliwość obcowania z naturą, wyciszenia się i prawdziwego odprężenia. 
Efekty zdrowotne jazdy na rowerze:
  1. Pobudzone do pracy mięśnie potrzebują więcej paliwa, pobierają więc zapasu energii z komórek tłuszczowych. To powoduje, że normalizuje się poziom cukru we krwi. Dlatego z rowerem koniecznie powinny zaprzyjaźnić się osoby chore na cukrzycę (wysiłek zwiększa wrażliwość komórek na insulinę, dzięki czemu można stosować mniejsze dawki) lub nią zagrożone.
  2. Rower zalecają również kardiolodzy jako doskonały "lek" chroniący przed miażdżycą. Wystarczy cztery razy w tygodniu pojeździć przed 30-40 minut, by beż żadnych tabletek nie tylko obniżyć poziom "złego" cholesterolu (LDL), ale też podwyższyć poziom "dobrego" (HDL).
  3. Osoby zdrowe też otrzymają "nagrodę" za jazdę na rowerze - równy, jednostajny wysiłek sprawia, że zwiększa się pojemność płuc, krew jest dotleniona, lepiej pracuje serce. Dzięki temu poprawia się ogólna wydolność organizmu. Wzrasta wytrzymałość i siła mięśni - rozwija się szczególnie mięsień trójgłowy łydki i czworogłowy uda. Stajemy się bardziej odporni na zmęczenie, bo organizm przyzwyczaja się do większego wysiłku fizycznego. Podnosi się poziom endorfin (hormonów szczęścia) i lepiej znosimy sytuacje stresowe.
  4. Odchudzanie - podczas jazdy na rowerze, zwiększa się zapotrzebowanie na energię, zaczynamy więc spalać jej zapasy zgromadzone w tkance tłuszczowej i chudniemy. Ale aby rower rzeczywiście dał taki efekt, przejażdżka musi trwać trochę dłużej niż pół godziny. Dlaczego? Bo mięśnie korzystają z dwóch rodzajów paliwa: glukozy i kwasów tłuszczowych. W pierwszych minutach jazdy mięśnie korzystają z własnych zapasów glukozy. Ale już po 30 minutach zużywane są zapasy glukozy z wątroby i zaczyna być spalany tłuszcz.

  • Ile czasu jeździć na rowerze, żeby zauważyć efekty?
Lepiej, gdy przejażdżka trwa dłużej i jest mniej intensywna. Starajmy się więc pedałować w spokojnym, równym tempie - po prostej drodze ok. 15 km na godzinę. Zaczynamy od krótkich tras, potem stopniowo zwiększamy dystans i wysiłek fizyczny. Powolne przyzwyczajanie mięśni do pracy pozwoli nam uniknąć zakwasów. Pamiętajmy jednak, by podczas jazdy uzupełniać płyny! Zawsze należy zabrać ze sobą wodę lub odżywki izotoniczne i popijać co jakiś czas kilka łyków (nie czekajmy, aż poczujemy pragnienie). Jeśli mamy możliwość kontrolowania w trakcie jazdy swojego tętna, najlepiej gdy wynosi ono: 115-150 uderzeń na minutę dla 30-latków, 110-140 dla 40-latków oraz 90-120 dla 70-latków.
Niedzielna wycieczka rowerowa poza miasto z pewnością przyniesie wszystkim więcej korzyści, niż spędzanie wolnego czasu przed telewizorem.
I jeszcze CIEKAWOSTKA: najbardziej rowerowym miastem w Polsce według miesięcznika Rower Tour jest Gdańsk – tytuł zawdzięcza rozbudowanej infrastrukturze rowerowej i promocji rowerowego stylu życia. Jeśli zechcesz wybrać się z Gdańska na drugi koniec Polski, to nic prostszego! Z Gdańska do Wisły będzie prowadzić Wiślana Trasa Rowerowa, licząca ok. 1300 km i biegnąca wzdłuż naszej najważniejszej rzeki. Ale już niedługo, tytuł najdłuższej trasy rowerowej przypadnie szlakowi Green Velo, liczącemu aż 1980 km, dzięki któremu zwiedzimy malownicze zakątki Polski Wschodniej.
Zdjęcia: pinger.com
A tych, którzy nie czytali, zapraszam na poprzedni post o zaletach jazdy na rowerze: 6 ZALET JAZDY NA ROWERZE, CZYLI WSIĄDŹ NA ROWER!

wtorek, 2 czerwca 2015

Zaproś swoje dziecko do kuchni

Brak komentarzy
Był post z okazji Dnia Dziecka - ROZSĄDNY DZIEŃ DZIECKA - STOP KOMERCJI. Pisałam w nim o najważniejszym prezencie, jaki należy dawać dziecku - jest to nasz czas. Dlatego dzisiaj chciałabym podpowiedzieć Wam, jak możecie ten czas miło - i przede wszystkim smacznie i zdrowo - spędzić w kuchni.
Bo kuchnia to najwspanialsza sala doświadczalna świata. To tutaj dzieci uczą się nowych smaków, konsystencji, produktów, poznają też techniki przygotowywania posiłków. Jeśli chcemy zachęcić dzieci do poznawania tego niezwykłego świata, to warto wypełnić kuchnię przedmiotami przyjaznymi dzieciom. Dzisiaj nie jest to problemem. Jest duży wybór akcesoriów kuchennych, które dostosowane są do małych dziecięcych rączek i umożliwią im bezpieczną pracę i pomoc w kuchni. 
Takie spędzanie czasu ma też bardzo pożyteczny skutek - bo rozwijanie wyobraźni dziecka przy stole sprawi, że dziecko chętniej będzie uczestniczyć w przygotowywaniu posiłków. A jeżeli w domu, macie małego niejadka, to warto zachęcać go do bezpośredniego kontaktu z jedzeniem: dotykaniem, wąchaniem, smakowaniem.. jak to zrobić? Można zaproponować dzieciom układanie obrazków na kreatywnych talerzach lub wymyślanie niezwykłych historii przy użyciu dziecięcej zastawy stołowej. Kuchnia to bardzo ciekawe miejsce i warto zadbać o to, by dzieci czuły się w niej dobrze. No to teraz zapraszam Was do kuchni!
ZDJĘCIA: homebook, pinterest
A na koniec mam dla Was przepis na kolorowe lizaki z pianek. Zapewniam Was, że te urocze słodkości przypadną do gustu nie tylko dzieciom!
Sposób przygotowania:
  • Rozłóż przygotowane posypki do różnych miseczek.
  • W garnku rozpuść ½ łyżki masła i dodaj ciemną czekoladę. 
  • Mieszaj, aż się roztopi i powstanie jednolita masa.
  • Czynność powtórz z białą czekoladą. 
  • Nadziej pianki na patyczki i zanurzaj 
w czekoladzie, a następnie w dowolnej posypce. 
  • Nie obtaczaj podstawy, żeby była równa 
i aby można było lizaki postawić pionowo do wyschnięcia.
  • Piankowe lizaki na patyczkach włóż do lodówki i poczekaj, aż zastygną w czekoladzie.

SMACZNEGO!


poniedziałek, 1 czerwca 2015

Bloguję, więc jestem - podsumowanie miesiąca - MAJ 2015

Brak komentarzy
No to maj mamy już za sobą. Pora na podsumowanie miesiąca. Maj to mój ulubiony miesiąc z całego roku, ale w tym roku niestety bardzo mnie zawiódł. Cały miesiąc był zimny i nie mogłam się nim cieszyć tak, jak tego oczekiwałam. Ale za to na blogu było gorąco:) W maju, na blogu pojawiło się 17 nowych postów i od razu namieszały mocno w zestawieniu TOP 10. Pojawili się też nowi czytelnicy, co mnie najbardziej cieszy i daje kolejne powody do dalszego pisania. Piszę mniej postów, bo wiem, że mieliście problem z regularnym czytaniem. Dlatego zwolniłam i w dni bez nowych postów przypominam Wam poprzednie posty, których być może nie udało Wam się przeczytać. Cieszy mnie też fakt, że na blogu piszecie coraz więcej komentarzy i udostępniacie moje posty.  Dziękuję. 

NAJPOPULARNIEJSZE POSTY (TOP 10 od początku istnienia bloga):

TOP 10 W MAJU 2015:


Rośnie też popularność bloga na Facebooku, tam jest już 536 obserwujących. A sam blog został wyświetlony już ponad 11 530 razy - DZIĘKUJĘ!


.
=async defer src="//assets.pinterest.com/js/pinit.js"/script>