niedziela, 12 kwietnia 2015

Co, gdzie, kiedy? Duża przyjemność
w małym kawałku - Dzień Czekolady

Brak komentarzy

CO - Dzień Czekolady
GDZIE - cały świat
KIEDY - 12 kwietnia

12 kwietnia to słodki dzień - Dzień Czekolady. Ten smakołyk zawiera ponad 500 związków chemicznych, z których wiele wpływa na stan organizmu. Czekoladowa chemia m.in. poprawia myślenie, reguluje ciśnienie, a nawet pogłębia doznania erotyczne.
Czekolada to jeden z najpopularniejszych wyrobów cukierniczych, który smakuje dzieciom i dorosłym. Czekolada uważana jest za doskonały afrodyzjak lub lek na wszelkie smutki. Niestety jej konsumpcja najczęściej nie kończy się na jednej kostce:). Ale, jeżeli zachowamy umiar, to na pewno   możemy dostarczyć sobie wspaniałe doznania smakowe i nie tylko. Ten smakołyk pozytywnie wpływa na nasze zdrowie i ogólne samopoczucie. 
JAK POWSTAJE CZEKOLADA? Poddane fermentacji, posegregowane, wysuszone i następnie uprażone ziarna kakaowca zostają zmielone na miazgę, następnie za pomocą prasy hydraulicznej oddziela się tłuszcz (masło kakaowe) od tzw. kuchu kakaowego, który wykorzystuje się m.in. do produkcji proszku kakaowego. Kolejnym etapem jest wymieszanie miazgi z tłuszczem, w tym momencie dodaje się też cukier. Po kolejnych "zabiegach", kiedy czekolada traci nadmiar goryczy i zyskuje gładką konsystencję, zostaje schłodzona (temperowanie) i trafia do foremek aż do zastygnięcia. 
Czekolada jest bogata w magnez, fosfor, żelazo, wapń, cynk, mangan, kobalt oraz witaminy H, E i B. Zawiera kwas stearynowy, czyli nasycony kwas redukujący poziom cholesterolu. Jest też bardzo bogata w błonnik, który jak wiadomo doskonale wpływa na prace jelit i nasz układ pokarmowy. Flawonole, które zwalczają wolne rodniki i zatrzymują naszą uciekającą młodość, pomagają też w pozbywaniu się "złego" cholesterolu, co zmniejsza ryzyko wystąpienia miażdżycy. 
OBALAMY MITY: od dziecka słyszymy - "Nie jedz czekolady, zęby spróchnieją, cera się zepsuje i będzie cię bolał brzuch". Tymczasem prawda o czekoladzie jest zupełnie inna. 
  • Naszym zębom szkodzi cukier i lepkie nadzienie, a nie czekolada. Zawarte w niej kakao zawiera substancje bakteriobójcze, można więc powiedzieć, że naturalna gorzka czekolada nie tylko nie psuje zębów, ale im sprzyja. 
  • W kwestii trądzików, jak dotąd naukowcy nie znaleźli żadnego związku między jedzeniem czekolady, a kłopotami z cerą. Potwierdziła to także Amerykańska Akademia Dermatologiczna. Co więcej, rozsądna dawka czekolady to wspaniała recepta na opóźnienie procesów starzenia się skóry. 
  • Naukowcy podważyli również mit, że jej spożywanie jest przyczyną otyłości. Oczywiście tyje się od wszystkiego czego jemy zbyt dużo, a czekolada zawiera dużo cukru i tłuszczy, jednak zdaniem badaczy ilość kalorii zawartych w czekoladzie i ich przyswajalność przez organizm nie ma znacznego wpływu na otyłość.
Czekolada ma magiczną moc. Jej jedzenie błyskawicznie poprawia nastrój. Dzieje się tak za sprawą tłuszczu z ziaren kakaowca, który pobudza produkcję naturalnych hormonów szczęścia, czyli endorfin. Dodatkowo w jej składzie znajdują się śladowe ilości anandamidu, czyli związku psychoaktywnego, który odpowiada m.in. za przyjemność w trakcie palenia marihuany. Z kolei zawartość fenyloetyloaminy sprawia, że czujemy charakterystyczne "motyle w brzuchu" - podobne emocje, jak w przypadku zakochania. Spożywanie kontrolowanych dawek czekolady dodaje energii. Odpowiada za to jeden z przeciwutleniaczy - epikatechina, a także kofeina i teobromina. Ponadto, korzystnie wpływa na pracę serce - naukowo dowiedziono, że jedzenie ciemnej czekolady obniża ciśnienie krwi i zmniejsza ryzyko wystąpienia zawału. Antyoksydanty zawarte w czekoladzie usprawniają również funkcjonowanie mózgu i wzmacniają pamięć krótkotrwałą. Dlatego w okresie wytężonej pracy umysłowej poleca się picie prawdziwego kakao. 
Kupując czekoladę, warto zwrócić uwagę na zawartość kakao. Zazwyczaj jest to udział składników pochodzących z ziarna kakaowego - miazgi i dodanego masła kakaowego. Pamiętajmy, że im wyższy procent - tym lepiej. Najzdrowszą czekoladą jest czekolada gorzka. Czekolada najwyższej jakości powinna być jednolita, bez pęcherzyków i nierówności, o błyszczącej powierzchni. Jeśli ma nalot oznacza to, że najprawdopodobniej była transportowana lub przechowywana w niewłaściwych warunkach. Powinna też charakterystycznie "strzelać" przy przełamywaniu. Niestety, na rynku coraz częściej zamiast prawdziwej i pełnowartościowej czekolady można kupić wyroby czekoladopodobne. Takie produkty często ukrywające się pod nazwą tabliczki czekoladowe, deserowe albo mleczne i mają niewiele wspólnego z prawdziwą czekoladą. W ich składzie znajduje się m.in. tańsze oleje, np. olej z palmy czerwonej czy rafinowany olej rzepakowy. Kontrowersje wzbudza też biała czekolada, bo powstaje z połączenia tłuszczu kakaowego - masła kakaowego, mleka i cukrów, przy czym zawartość masła kakaowego wynosi 33 proc. Produkt ten nie zawiera proszku kakaowego, dlatego nie ma swojego charakterystycznego brązowego koloru, jak inne odmiany. Jednakże nie wszystkie białe czekolady zawierają odpowiednią ilość tłuszczu kakaowego. Im mniejsza jego zawartość, tym mniej "czekolady w czekoladzie". 

6 zalet jazdy na rowerze,
czyli wsiądź na rower!

5 komentarzy
Wiosna to idealny czas, aby przesiąść się na rower. Dni są coraz cieplejsze, słońce przyjemnie przygrzewa. Zatem wsiądź na rower już dzisiaj! Zapomnij więc o aucie czy komunikacji miejskiej. Dzięki niemu nie tylko przyczynisz się do ochrony środowiska, lecz także wpłyniesz pozytywnie na swoją sylwetkę i stan ducha. Spalisz kalorie, zaoszczędzić czas i uaktywnisz hormon szczęścia!
Zalety jazdy na rowerze:
  1. SPALISZ KALORIE - regularna jazda na rowerze pozwoli ci spalić mnóstwo kalorii i zadbać o ładną, wyrzeźbioną sylwetkę. Podczas 30 minut jazdy spalisz aż 187 kalorii. Po takiej porannej przejażdżce bez wyrzutów sumienia możesz sięgnąć po ciastko do herbaty.
  2. KORZYSTNIE WPŁYWA NA ZDROWIE - zwłaszcza na serce i płuca, przeciwdziała zakrzepom, wzmacnia kręgosłup, spala tłuszcz, wyrabia sylwetkę i kondycję.
  3. POBUDZISZ PAMIĘĆ - przejażdżka rowerem dotleni organizm, a także pobudzi do działania pamięć. Adrenalina, która wytwarza się podczas jazdy na rowerze, wpływa na pracę mózgu. Na dodatek podczas jazdy na rowerze organizm wydziela hormon szczęścia! Będziesz mieć dobry humor przez cały dzień.
  4. ZAOSZCZĘDZISZ CZAS - zapomnij o korkach. Kiedy porzucisz samochód i wsiądziesz na rower, możesz śmiało podróżować ścieżkami rowerowymi. Do pracy, na spotkanie czy zakupy dojedziesz znacznie szybciej.
  5. POBUDZISZ ORGANIZM - jazda rowerze wpłynie na twoją kondycję, a dodatkowo pozwoli ci wyeliminować kawę z codziennej diety. Będziesz pobudzona po porannej jeździe i kawa nie będzie ci potrzebna.
  6. INNE DOBRE POWODY - rower nie hałasuje i nie emituje spalin do atmosfery. Rower jest tani w utrzymaniu. Jadąc rowerem poza miastem jesteśmy bliżej natury, którą możemy podziwiać.
Ale uwaga - z rowerem, jak z każdym sportem, należy uważać, by nie przesadzić. Jeśli rowerowe wycieczki za miasto przeistaczają się w rowerowe treningi, zamiast zgrabnych łydek możesz nabawić się umięśnionych nóg wyczynowego kolaża. Należy też zachować rozwagę jeśli wsiadasz na rower po długiej przerwie. Niewprawiony organizm na rowerowy wysiłek może zareagować popularnymi "zakwasami". Aby tego uniknąć po prostu na kilka dni przed zaplanowaną trasą wykonaj w domu kilka rozciągających ćwiczeń. Warto też pamiętać o prawidłowej postawie na rowerze. Najbardziej wskazana jest postawa wyprostowana (kierownica dosyć wysoko), cały ciężar ciała ma opierać się na siodełku.
Zdjęcia: stylowi.pl

piątek, 10 kwietnia 2015

Pamiętamy i zawsze będziemy pamiętać... Ale czy te wspomnienia są prawdziwe?

Brak komentarzy
Pamiętasz na pewno ten dzień. Była 8.41. Kartka w kalendarzu wskazywała na datę 10 kwietnia 2010 roku. Przed chwilą włączyliście telewizor lub radio. Spokojnie zaczynaliście przygotowywać śniadanie. Mieliście plany na ten dzień. Aż do tej chwili... Do chwili, kiedy słyszycie komunikat, że  w Smoleńsku rozbił się samolot prezydencki, na pokładzie było wiele znanych osób, nikt nie przeżył tej katastrofy... Świat się zatrzymał, kanały wszystkich telewizji przekazywały tylko taką informację. A jak Wy przyjęliście tę wiadomość o katastrofie prezydenckiego Tupolewa?
Dzisiaj, TV, radio, prasa i największe polskie portale internetowe przypominają relacje świadków o tamtych chwilach. Te relacje są pełne emocji i szczegółów. Zastanawialiście się, czy takie wspomnienia są prawdziwe?
Wierzymy, że skoro coś pamiętamy, to na pewno tak właśnie było. Ufamy naszym wspomnieniom. Traktujemy pamięć wręcz jak urządzenie do zapisywania, przechowywania i odtwarzania przeszłości.   I wierzymy, że wystarczy wcisnąć klawisz „Play” i mamy dostęp do zapisu danego zdarzenia. Na podobnej zasadzie sądzimy, że wspominane zdarzenie przebiegało dokładnie tak, jak teraz jawi się nam w pamięci. Czy słusznie?
Postaram się odpowiedzieć na to pytanie przytaczając Wam przypadek znanego psychologa poznawczego, Ulrica Neissera. Wspomniał on kiedyś chwilę, kiedy dowiedział się o ataku na Pearl Harbour. Pamiętał, że usłyszał tę wiadomość w trakcie śniadania. W tym czasie słuchał transmisji meczu baseballa. Ta transmisja została przerwana (tak, jak miało to miejsce w Polsce, 10 kwietnia 2010 roku) przez spikera, który poinformował o tym japońskim nalocie. I to wspomnienie było dla psychologa bardzo żywe. Ale po ponad 40 latach od ataku na Pearl Harbour, Ulric Neisser pisał artykuł na temat efektu lampy błyskowej (nazwa wywodzi się stąd, że nasza pamięć automatycznie zapisuje obrazy sytuacji, w których zdarzyło się coś ważnego i wydaje się, że zapisuje je w bardzo dokładny i wierny sposób - taki zapis pamięciowy przypomina zdjęcie zrobione z użyciem lampy błyskowej), który prowadzi do powstania niezwykle żywych wspomnień. Psycholog, pisząc zwrócił uwagę, że jego wspomnienie było błędne. Bo nagle uświadomił sobie, że przecież w grudniu (a wtedy nastąpił japoński atak) nie mogły odbywać się mecze baseballowe...
Efekt lampy błyskowej pojawia się w odniesieniu do zdarzeń, które wywoływały silne i negatywne emocje. Takim zdarzeniem była dla Polaków śmierć papieża, czy innych osób powszechnie znanych. Ważną rolę w powstawaniu efektu lampy błyskowej odgrywa zaskoczenie, które prowadzi do powstania silnej reakcji emocjonalnej. Szokujące informacje stają się powszechnie znane dzięki mediom, to z kolei uruchamia refleksję nad szokującym zdarzeniem, czyli prowadzi do powtarzania tych informacji przez samą jednostkę. W rezultacie towarzyszą temu silne procesy emocjonalne, które nie wygasają w miarę upływu czasu. 
Ważną rolę odgrywają tutaj media, które "karmią" naszą pamięć w określony sposób. Mocno wpływają na sposób zapamiętywania zdarzeń. Po pierwsze, informacje na temat jakiegoś zdarzenia mogą być powtarzane wielokrotnie, czasem setki razy. Po drugie, informacje przekazywane przez media cechuje wysoka kompresja czasowa. Zdarzenie mogło być rozciągnięte w czasie, a relacja o nim trwa nie więcej niż kilka minut.  Zazwyczaj mamy dostęp tylko do relacji i wtedy mamy błędne przekonanie, że coś trwało niewiele dłużej niż pokazywała to telewizja. Po trzecie, reguły realizacji telewizyjnej wymuszają specyficzny sposób przedstawiania jakiegoś zdarzenia. Dlatego relacje ze zdarzenia w różnych kanałach telewizyjnych stają się coraz bardziej podobne do siebie. Co więcej, podobieństwo dotyczy relacji nawet z różnych zdarzeń: pokazuje się je w podobnym planie i czasie, towarzyszy im podobny komentarz. W efekcie rodzi się w nas przekonanie, że świat jest taki, jakim ukazuje go telewizja. Informacje na temat zdarzeń relacjonowanych przez media cechuje wysoki poziom schematyzacji i standaryzacji. W konsekwencji wspomnienia ulegają ujednoliceniu. Świat traci swoje indywidualne właściwości i wszyscy stajemy się mimowolnymi widzami spektaklu urządzonego według sprawdzonych recept. Po czwarte, media przedstawiają te elementy, które mogą maksymalnie skupić uwagę odbiorców. Najczęściej są to wiadomości o negatywnym wydźwięku. Poranione ciała, ofiary rozerwane w wyniku zamachu, to codzienny pokarm dla odbiorców telewizyjnych newsów. Po piąte, nawet wtedy, kiedy rzekomo pokazywany jest obraz na żywo, pojawiają się ingerencje realizatorów lub przedstawicieli tajnych służb. Ze względów bezpieczeństwa nie pokazuje się pewnych fragmentów zdarzeń. Np. po zamachu na londyńskie metro (7 lipca 2005) telewizja BBC pokazywała ciągle ten sam fragment działań służb ratowniczych. Widzowie odnosili wrażenie, że uczestniczą na bieżąco w tym zdarzeniu, choć tak naprawdę oglądali „zapis historyczny”.
Badania nad efektem lampy błyskowej pokazują, że nawet niezwykle żywe wspomnienia nie zawsze są prawdziwe. Nasza pamięć działa i musi działać w sposób produktywny. Czasem w pamięci zostają nam jedynie strzępy jakiegoś zdarzenia. Z tych strzępów próbujemy odtworzyć całe zdarzenie, ale  może ono zawierać błędy lub może być niepełne. Wspomnienie zazwyczaj bywa mieszaniną różnych informacji – zarówno tych, które kiedyś faktycznie zapamiętaliśmy, jak i innych, zawartych w schematach poznawczych (np. kiedy przypominacie sobie, co jedliście na śniadanie parę dni temu, najpierw przychodzi Wam na myśl to, co zwykle jadacie na śniadanie), w naszych oczekiwaniach, a także takich, które pojawiły się całkiem niedawno, np. zostały wszczepione nam w pamięć za pomocą sugerujących pytań.
Rzadko jednak mamy okazję sprawdzić, tak jak Neisser, prawdziwość naszych wspomnień. Dlatego, że zazwyczaj dotyczą one zdarzeń z naszego życia, które nie zostały opisane w prasie, nie towarzyszyły im błyski fleszy, tłumy reporterów. Bywa, że w ogóle nie ma świadków. A jeśli nawet są, to przecież ich pamięć może być równie zawodna jak nasza...
Aby dobrze zrozumieć to, co Wam przedstawiłam, polecam wykonać ćwiczenie. Sprawdźcie, co pamiętacie ze zdarzeń, których z pewnością byliście świadkami. Jak pamiętacie obraz samolotów uderzających w World Trade Center? A pamiętacie ludzi biegnących w stronę kamery i chmury pyłu po zawaleniu się wieżowców? A jak zapamiętaliście scenę z uroczystości pogrzebowych Jana Pawła II, kiedy silny wiatr na Placu św. Piotra zamknął Biblię leżącą na trumnie?
A teraz przypomnijcie sobie lub sprawdźcie w internecie, jak te wspomnienia przedstawiały media.
(Oprac. na podstawie art. Tomasza Maruszewskiego "Kadry żywe i fałszywe" z „Psychologii Dziś”, 2/2008)
Zdjęcie: http://www.wiadomosci24.pl/, fot. Sylwia Adamczuk

czwartek, 9 kwietnia 2015

Miłość, morze i słońce, czyli recenzja "Mamma Mia", Teatr Muzyczny Roma

1 komentarz
Kilka dni temu, miałam okazję być w Teatrze Muzycznym Roma, gdzie odbywał się spektakl  musicalu "Mamma Mia". To kolejny świetny spektakl w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego. Po realizacji takich spektakli jak m.in. "Upiór w Operze", "Koty", "Les Miserables" czy "Deszczowa piosenka" w końcu przyszedł czas na "Mamma Mia", który udał się jak zwykle znakomicie. Teatr Muzyczny Roma to pierwszy teatr na świecie, w którym zaprezentowano słynny musical „Mamma Mia!” jako non-replica production. Musical „Mamma Mia!” cieszy się olbrzymią popularnością na całym świecie. Wystawiono go już w 40 krajach (na wszystkich kontynentach) i przetłumaczony został na 17 języków (w tym polski). Obejrzało go ponad 54 miliony osób. Kluczem sukcesu musicalu jest nie tylko muzyka ABBY, ale też dobrze napisana fabuła.
Spektakl zaczął się krótkim filmikiem przedstawiającym głównych bohaterów na pokładzie samolotu lecącego w kierunku greckiej wyspy. A co na niej? Miłość, plaża i seksapil. Spektakl jest pełen barw i słońca, pogodny i odprężający.  Za sterami samolotu usiadł oczywiście dyrektor teatru. Wszystko wyświetlane było na wielkich multimedialnych ekranach, które cały czas przemieszczały się po scenie. Chwilę później pojawili się na scenie główni bohaterowie. Pierwsza na scenie była Sophie, która pragnie wyjść za mąż i marzy, by do ołtarza podprowadził ją ojciec. Nie wie jednak, kto nim jest... Z pamiętnika matki dowiaduje się o trzech kochankach, z którymi Donna spotykała się przed jej narodzinami i postanawia potajemnie wszystkim wysłać zaproszenia, o czym opowiada swoim przyjaciółkom. Sopie jest przekonana, że natychmiast rozpozna, który z nich jest jej ojcem. Dalej akcja toczy się już brawurowo! 
W spektaklu nie brakuje największych przebojów ABBY, np. "Dancing queen". Alicja Piotrowska popisała się świetnym wokalem i trzeba przyznać, że idealnie wpasowała się w postać głównej bohaterki - Donny. Ale kiedy słuchałam Pani Alicji, widziałam Meryl Streep. W roli Sama zobaczyliśmy Dariusza Kordka, który udowodnił, że w przeciwieństwie do Pierce Brosnana ma niezwykły talent do śpiewu. Aktorzy zaskakiwali widzów do samego końca, a publiczność nagrodziła ich długimi brawami, szczególnie podczas ostatniej, bisowej piosenki. 
Przedstawienie w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego tryska radością i humorem, a jego tempo i klimat zapowiada już uwertura z tańczącym na lotnisku zespołem artystów czy samolotem z ...gigantycznym napisem „Mamma Mia!”. Entuzjazm i rozmarzenie udzieliły się też mi - już od samego początku. Musical bawi, ale też skłania do zadumy. To wszystko przez wyrazistość jego bohaterów - ktoś przeżywa rozterki, ktoś poszukuje tożsamości, ktoś inny swojej drogi w życiu.

Fot. Kajus W. Pyrz/Materiały prasowe TM ROMA
A na zakończenie film nakręcony na lotnisku W Warszawie, jest częścią reklamującą ten musical. Sami zobaczcie, jak go pięknie reklamowali. Moja córka po obejrzeniu tego filmu powiedziała" Ty też tak możesz, będziesz milionową". Urocza jest... :)

środa, 8 kwietnia 2015

Najbardziej intymna sfera życia,
czyli post o finansach - Oszczędzamy (1)

7 komentarzy
Do niedawna nie wypadało mówić o pieniądzach, szczególnie o ich braku. Kryzys nauczył nas tego, że oszczędzanie to nic wstydliwego. Przeciwnie, rozsądne wydawanie pieniędzy to powód do dumy.  Dlatego dzisiaj przedstawiam Wam pierwszy post z serii OSZCZĘDZAMY.
"Tyle zaoszczędziłeś, ile masz na koncie" - no właśnie... Jak to jest z tym oszczędzaniem? Czy lubimy i potrafimy oszczędzać? Polacy najmocniejsi są w teorii: 75% pytanych o potrzebę oszczędzania przytakuje - "Tak, trzeba gromadzić oszczędności". Z badania „Postawy Polaków wobec oszczędzania” Fundacji Kronenberga wynika, że 56% Polaków wydaje wszystko, co zarabia, a 5% nawet więcej. Tak, tak... wiem, na pewno już macie na końcu języka popularne usprawiedliwienie – "Zarabiamy za mało. Oszczędzać mogą ci, których na to stać". Moje przepuszczenia opieram na badaniach TNS OBOP, gdzie blisko 60% ankietowanych deklarowało, że rozpoczęłoby długoterminowe oszczędzanie, gdyby miało wyższe zarobki. A 72% jest przekonanych, że oszczędzałoby ponad 10% swojej pensji, gdyby miało taką możliwość. Ale zwykle nie ma, więc w praktyce robi to zaledwie jedna trzecia z nas... Finalnie, duża część badanych przyznaje, że nie zarządza w sposób świadomy swoimi finansami. Kiedy pieniądze są, to się je wydaje, kiedy nie ma, wtedy myślą, jak je zdobyć.
A jak to wygląda u mnie? Lubię oszczędzać, robię to na kilka sposób i będę się tymi sposobami z Wami dzieliła. To rodzice nauczyli mnie rozwagi w wydawaniu pieniędzy. Dzisiaj, to samo chcę przekazać mojej córce. Martyna ma w swoim pokoju świnkę skarbonkę, do której wrzuca swoje drobne kieszonkowe czy pozostałości np. z drobniejszych zakupów lub z wycieczek. Pieniądze, które dostaje np. od dziadków czy rodziny lądują już na specjalnie założonym koncie. To konto ma być jej zabezpieczeniem edukacyjnym. Czyli wiecie już, że oszczędza moja córka, ale oszczędzam też ja. Na początku każdego miesiąca, kiedy na konto bankowe wpływa moje wynagrodzenie, pierwsze co robię, to płacę wszystkie opłaty stałe. Następnie sprawdzam, ile mi pozostaje do końca miesiąca i staramy się żyć tak, żeby przeznaczona na dany miesiąc suma nam wystarczyła. Jeśli coś zostaje, to odkładam na dedykowane konto. Mamy również skarbonkę na monety 5 zł, do której odkładamy pieniądze na konkretne cele, takie jak rodzinny wyjazd. Korzystam także ze specjalnej funkcji na koncie, dzięki której określonego dnia miesiąca automatycznie jest przelewana zdefiniowana wcześniej kwota na rachunek oszczędnościowy córki. Uwielbiam też promocje, podobno jestem w tym mistrzem. Chętnie zaglądam też do outletów: z książkami, ubraniami i innymi artykułami - są tam towary, które w normalnych sklepach są kilkakrotnie droższe. Inny sposób to posiadanie konta w banku, w którym prowadzenie rachunku i przelewy są bezpłatne. Dzięki temu oszczędzam nawet kilkadziesiąt złotych miesięcznie.
Wyznaję zasadę, że kluczem do bogactwa jest najpierw płacenie samemu sobie. Nauczył mnie tego Brian Tracy, który proponuje, aby każdego miesiąca odejmować ze swoich zarobków 10% i odkładać te środki na innym koncie. Poleca nauczyć się żyć za 90% (albo nawet mniej) swojego dochodu. Innym ciekawym sposobem jest odkładanie swojej podwyżki, jeżeli taką otrzymasz. Skoro do tej pory żyliśmy za X, to możemy dalej, a nadwyżkę będziemy bez specjalnego wysiłku oszczędzać. 

9 PODSTAWOWYCH ZASAD OSZCZĘDZANIA

  1. Zobacz na czym stoisz - aby dobrze zarządzać budżetem, w pierwszej kolejności musisz go dobrze poznać. Czyli potrzebujesz rzetelnych informacji, czym dysponujesz: dochód i wydatki. Przez miesiąc spisuj wszystkie swoje wydatki, a w kolejnym podziel je na kilka kategorii (wydatki stałe - związane z mieszkaniem, np. czynsz, energia, woda; inne np. bilety komunikacji, telefon, kredyt oraz wydatki zmienne, tj. jedzenie, środki czystości, leczenie, odzież, przyjemności). Podsumowując wydatki i odejmując je od sumy dochodów przekonasz się, czy wydajesz wszystko (a może nawet więcej?), czy zostaje Ci coś, co możesz odłożyć.
  2. Uporządkuj swoje wydatki - kolejnym etapem jest przygotowanie tabeli z podziałem na miesiące i poszczególne kategorie. Możesz skorzystać z gotowych szablonów (np. na www.skamado.pl). Sprawdź wszystko szczegółowo, zwłaszcza jeżeli wydajesz wszystko lub nawet więcej niż zarabiasz. Zobacz, gdzie uciekają Ci pieniądze i sprawdź czy możesz ograniczyć te wydatki.
  3. Kontroluj wydatki - koniecznie pilnuj swojego budżetu i sprawdzaj, czy zaplanowane ograniczenia udało Ci się wprowadzić w życie. Pod koniec miesiąca sprawdź, ile było w planach do wydania, a ile zostało wydane. Możesz robić takie podsumowanie co tydzień.
  4. Limity - w poszczególnych kategoriach z Twojej tabeli budżetowej ustal sobie limity dla wydatków zmiennych, na które masz wpływ. Np. możesz ustalić, że na środki chemiczne nie wydasz więcej niż 70 zł. Dzięki temu będziesz pilnować, aby nie robić nieplanowanych zakupów. A jak zobaczysz, że zaplanowane wydatki zbliżają się do końca limitu, na pewno znajdziesz sposób, aby sobie poradzić (np. kupisz tańszy proszek).
  5. Metoda kopertowa – ułatwi Ci utrzymanie ustalonych limitów. Pieniądze, które zostaną Ci po opłaceniu wszystkich rachunków (zrób to zawsze w pierwszej kolejności), wypłać z konta. Gotówkę podziel na części zgodnie z zaplanowanym budżetem (np. na jedzenie 600 zł, na ubrania 200 zł, na bilety 100 zł) i każdą z nich umieść w osobnej i opisanej kopercie. Zawartość koperty podziel na liczbę dni lub tygodni.
  6. Cel – skoro chcesz oszczędzać, to zastanów się nad celem tych oszczędności. Zweryfikuj czy cel jest krótkoterminowy, np. krótszy niż rok (np. na nową kanapę) czy długoterminowy (np. na emeryturę). Pamiętaj, że cel musi być określony w czasie i musi być realny. Np. jeżeli za 6 miesięcy, chcesz kupić kanapę, która kosztuje 600 zł, to potrzebujesz co miesiąc . Dasz radę?
  7. Zaangażowana rodzina – jeśli planujesz oszczędności budżetu rodzinnego, to nie zrobisz tego w pojedynkę. Zaangażuj w to zadanie wszystkich i wprowadź jasne i klarowne zasady dla wszystkich – np. w ciągu najbliższych 3 miesięcy ograniczamy wydatki na słodycze o 50% lub wszyscy odkładamy do słoika 5 złotówki, jeżeli takie znajdą się w Waszych portfelach (to mój ulubiony sposób na odłożenie pieniędzy).
  8. Systematyczność – bez tego zarządzanie budżetem się nie uda. Wydatki spisuj na bieżąco, najlepiej codziennie. A co tydzień kontroluj, jak Ci idzie.
  9. Kalendarz świąt – uroczystości rodzinne czy święta są okazją do ogromnych wydatków. Koniecznie trzeba o nich pamiętać i je wcześniej zaplanować.
Znajdziesz oszczędności, jeśli będziesz ich szukać.
Ciąg dalszy nastąpi :)
A jakie Ty znasz sposoby na oszczędzanie? 
Jakie już stosujesz, a które się nie sprawdzają? Zapraszam do dyskusji.

wtorek, 7 kwietnia 2015

POMAGAMY - Obiecaj mi, że będę żył, czyli Pawełek w podróży po życie

2 komentarze
Śnił mi się wielki dom o szarych ścianach i zimnych podłogach. Chłód, który w nim panował, dawał odczucie, jakby to był ludzki oddech, który każe uciekać. Bez zastanowienia biorę białe zawiniątko i otwieram pierwsze drzwi – na boso, w koszuli nocnej – i biegnę przed siebie. Wąskie niekończące się korytarze nie pozwalają opuścić przeklętego domu, setki drzwi prowadzą do kolejnych tuneli, jakby ten labirynt nigdy się nie kończył. I tylko to kwilenie z zawiniątka tulonego do piersi nie pozwala się zatrzymać… już niedaleko, zaniosę Cię tam, tylko nie przestawaj kwilić – wtedy wiem, że jesteś i mam po co biec.
Kolejna zmiana na oddziale. Ale rodzic nie ma zmiany. Sen miesza się z jawą, zmieniają się ludzie przechodzący obok. Wiemy, że jest weekend, bo na korytarzach mniejszy ruch. Kolejna godzina nad łóżeczkiem Pawełka, Boże, która to już… Nieważne. Zaledwie tydzień temu myśleliśmy, że już nie odejdziemy znad łóżeczka, lekarze mówili, że to pożegnanie. Nerki przestawały pracować, Pawełek spuchł, zatrzymała się woda… Zwykły rotawirus, który akurat się przyplątał, mógł zakończyć to malutkie życie. Staliśmy nad łóżeczkiem i się żegnaliśmy, który to już raz… Od ponad 2 lat walczymy z życiem i śmiercią, widzimy ją w progu, ale wciąż udaje się nam zatrzasnąć jej drzwi przed nosem.
Pawełek urodził się z wadą serca. Wiedzieliśmy, że tak będzie, mogliśmy się przygotować, że czeka go przynajmniej jedna operacja serca ratująca życie. Jednak po operacji wciąż zatrzymywano nas na oddziale, bo wyniki badań niepokoiły lekarzy. Pawełek robił się coraz bardziej żółty, jego skóra, oczy. Żółtaczka fizjologiczna to nie choroba, ponad połowa noworodków ją przechodzi. Tylko że po 2 tygodniach zazwyczaj znika, a u Pawełka wciąż się utrzymywała mimo naświetlań. Lekarze szukali, co się dzieje z Pawełkiem i okazało się, że Pawełek choruje na zespół Allagille’a, który powoduje zaburzenia w pracy wątroby, serca, nerek, trzustki. Na początku lekarze próbowali pomóc Pawełkowi, jednak gdy dostaliśmy skierowanie do hospicjum, poczuliśmy się tak, jakby przekreślono szansę na życie Pawełka. Leki nie leczyły, tylko podtrzymywały przy życiu. A słowa „Nic nie da się już zrobić” nie pomagały nam pogodzić się z tym, że to koniec.
Jeśli wątroba Pawełka jest do niczego, to trzeba ją zastąpić nową – chyba takie rzeczy medycyna potrafi? Z nową wątrobą Pawełek mógłby żyć. I tak 24 września 2014 roku odbyło się konsylium transplantacyjne w celu kwalifikacji Pawełka do przeszczepienia wątroby. „ W związku ze złym rokowaniem co do odległego przeżycia dziecka po transplantacji postanowiono o dyskwalifikacji pacjenta z transplantacji wątroby”. Nie to chcieliśmy przeczytać – przecież ten przeszczep to miała być ostatnia szansa dla Pawełka. Najchętniej podarlibyśmy tę kartkę w drobny mak, ale co to zmieni? Odległe przeżycie – co to w ogóle znaczy? Przecież każdego dnia od nowa zaczynamy umierać z synkiem, bo nikt nie daje mu szans na życie. Siedzieliśmy nad łóżkiem Pawełka, a świat nagle skurczył się do wielkości tej malutkiej piąstki, w której uporczywie zaciskał nasze palce. Być obok i nie móc nic zrobić – potworne uczucie. Najchętniej zabralibyśmy Pawełka i uciekli tam, gdzie mu pomogą. Tylko gdzie? Czy jest takie miejsce?
Tak, jest. Od 1 marca jesteśmy tutaj, w klinice Saint Luc w Brukseli. Gdy nasz kraj odwrócił się od nas, mówiąc, że nic więcej nie można zrobić, lekarze w Brukseli powiedzieli „Spróbujemy”. Nie ukrywali, że się uda, mówili, że ryzyko jest bardzo duże, jednak choroba postępuje szybko i bez przeszczepu Pawełek nie przeżyje, dlatego warto spróbować i zawalczyć o to malutkie życie.
Przeszczep będzie kosztował 107,5 tysiąca euro. Jeśli uda się zebrać tę kwotę, mama Pawełka po raz drugi podaruje mu życie – to ona ma być dawcą. Wystarczy 20% jej wątroby, żeby Pawełek mógł żyć. Mamie wystarczy pozostałe 80%. Obecnie przechodzą wszystkie możliwe badania, Pawełek jest wzmacniany, dostaje białka i witaminy, których nie przyswaja. To jest bardzo trudny czas dla nich – pełen nadziei, która w każdej chwili może zgasnąć. Jak długo muszą czekać? Tego nie wiemy, nie wiedzą lekarze. Wiemy tylko, że przeszczep powinien być jak najszybciej. Tydzień temu nerki Pawełka odmówiły posłuszeństwa, jednak on się nie poddał i tak mocno walczył, żeby zostać z nami. – Zrobimy dla naszego synka wszystko, jednak nie jesteśmy w stanie zebrać tak dużej kwoty i to w tak krótkim czasie. Dlatego prosimy o pomoc wszystkich, dzięki którym Pawełek będzie mógł żyć. Obiecaliśmy mu to…
Tekst pochodzi ze strony www.siepomaga.pl, na której możesz wspomóc Pawełka.
Więcej na FACEBOOK: Życie dla Pawełka Bryk

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Bloguję, więc jestem - podsumowanie miesiąca - MARZEC 2015

Brak komentarzy
Przyszła pora na podsumowanie kolejnego miesiąca z Wami i z blogiem SMAK i STYL ŻYCIA. Wiedziałam, że bardzo polubię to blogowanie i mocno mnie "wkręci" to pisanie, ale nie zakładałam, że będzie to dla mnie taką frajdą a jednocześnie możliwością dalszego rozwoju. Poznaję nowych ludzi, wymieniamy się opiniami, podrzucacie mi różne tematy, ja dokształcam się w tych tematykach, aby na blogu było jeszcze ciekawiej. Uczę się korzystania z nowych technologii. Blog jest też dla mnie nowym tematem do rozmów z moją córką. Fajnie jest... Właśnie minęły 2 miesiące. Trzymajcie kciuki za kolejne owocne miesiące.
Bardzo mnie cieszy, że w marcu mocno zobaczyłam Waszą interakcję na blogu i FB - dziękuję, to dla mnie bardzo ważne. Mam już stałych fanów, ale pojawiają się też nowi. Pamiętajcie proszę, że Wasz "lajk" czy komentarz to dla mnie zwyczajny gest życzliwości - "Przeczytałam/em, dzięki", znak "Podoba mi się, pisz dalej, chcę więcej". Dziękuję za wszystkie Wasze znaki:) I zwróćcie proszę uwagę na statystyki, które są na samym dole tego postu - ogromnie mnie cieszą te wzrosty! Idziemy po MILION! :)
A poniżej krótkie statystyczne podsumowanie marca 2015.
NAJPOPULARNIEJSZE POSTY:
TOP 10 W MARCU 2015:

  1. CYCKI SĄ FAJNE
  2. MOJE WŁOSY I ICH PIELĘGNACJA - TAHE, LA BIOSTHETIQUE, BALMAIN
  3. PROJEKT MĄDRE WYCHOWANIE - OJCIEC I CÓRKA
  4. PRZEJMIJ KONTROLĘ NAD SWOIMI WŁOSAMI, A NAJLEPIEJ POSZUKAJ DOBREGO FRYZJERA
  5. JEŚLI NIE CHCESZ MOJEJ ZGUBY... DO TEATRU CHODŹMY LUBY!
  6. 10 RZECZY, ZA KTÓRE MOŻESZ BYĆ WDZIĘCZNA STARSZEJ SIOSTRZE
  7. MAŁA CZARNA - CZYLI MÓJ ROMANS Z KAWĄ
  8. IDEALNE MIEJSCE PRACY = IDEALNE BIURKO
  9. W ZDROWYM CIELE ZDROWY DUCH - 10 ZASAD ZDROWEGO STYLU ŻYCIA DZIECI I MŁODZIEŻY
  10. PROJEKT MĄDRE WYCHOWANIE - DZIECKO PRZED SZKLANYM EKRANEM

GOŚCIE Z KRAJU I ZE ŚWIATA:

  1. Polska
  2. Stany Zjednoczone
  3. Francja
  4. Irlandia
  5. Niemcy
  6. Wielka Brytania
  7. Holandia
  8. Zjednoczone Emiraty Arabskie
  9. Norwegia
  10. Włochy
  11. Belgia
  12. Wyspa Jersey
  13. Ukraina

sobota, 4 kwietnia 2015

Znajdź czas na zdrowe odżywianie - przecież to takie proste!

1 komentarz
Na stronie FB wrzuciłam zdjęcie mojego drugiego śniadania... Nie było to wzorowe śniadanie, ale tak, jak napisałam w komentarzu - idealna nie jestem. Przyznaję, że mam czasami lenia lub ochotę na coś z półki "nie dotykać. Jednak staram się odżywiać smacznie i zdrowo. To samo dotyczy mojej córki, chociaż nie mam łatwego zadania, bo moja córka ma swoje ulubione smaki i nie bardzo lubi eksperymenty smakowe. Ale na nią też są sprawdzone sposoby. Najważniejsze, aby jedzenie atrakcyjnie wyglądało i było w jej ulubionej kategorii smakowej.
Praca, dom, rozwój osobisty, pasja, życie towarzyskie, czas dla dziecka i męża - dużo tego - doskonałe zarządzanie czasem jest tutaj niezbędne! W tak zaplanowanym grafiku zapominamy czasami/lub często z o zdrowym żywieniu. Brakuje nam czasu i zjadamy tzw. "cokolwiek", aby zaspokoić głód. Nie jest to dobre rozwiązanie dla naszego organizmu... I aby tak nie było oraz aby jak najmniej było dni bez drugiego śniadania w pracy  (to o mnie), zaproponuję Wam kilka szybkich a jednocześnie zdrowych przekąsek. Dzięki nim  zachowacie sytość i energię przez cały dzień.
Płatki śniadaniowe - kto powiedział, że musicie jeść je na śniadanie? Zapakujcie musli do woreczka i noście ze sobą w torebce. Wiele rodzajów płatków zawiera cenne składniki odżywcze, takie jak kwas foliowy, minerały i witaminy. Pamiętajcie jednak, aby wybrać wersję bogatą w błonnik, a ubogą w cukier. Czytajcie koniecznie skład!
Czekolada - oczywiście, że możecie ją jeść. Szczególnie, gdy przed Wami cały dzień obowiązków, do których potrzebujecie energii. Postawcie na gorzką czekoladę, która zawiera przeciwutleniacze, a więc obniża ciśnienie tętnicze i zwalcza choroby. Pamiętajcie jednak, aby taka przekąską nie zawierała więcej niż 100 kcal.
Warzywa i owoce - takie lekkie przekąski dostarczą Wam odpowiedniej ilości błonnika i witamin, dzięki którym będziecie czuli się syci i pełni energii.
Jogurt - nawet, gdy jesteście bardzo zapracowani, to z pewnością znajdziecie czas na porcję jogurtu. Najlepiej sprawdzi się jogurt grecki i nisko-tłuszczowy – wspomoże on pracę układu pokarmowego oraz dostarczy organizmowi białka. Do naturalnego jogurtu możecie dodać świeże owoce lub granolę.
Płatki owsiane - są szybkie w przygotowaniu i pożywne – zawierają pełne ziarna, błonnik i białko. Dodajcie do nich świeże owoce, orzechy, miód i odrobinę brązowego cukru - pycha!
Orzechy - to moja ulubiona przekąska. Bardzo często mam je w pracy, na biurku. Migdały pełne są zdrowych tłuszczy, które zapewnią Wam poczucie sytości, a orzechy włoskie dostarczą kwasów tłuszczowych omega-3, które nie tylko zwiększają poziom dobrego cholesterolu, ale także poprawiają wygląd skóry. Unikajcie jednak odmian prażonych i solonych oraz nie przesadzajcie z wielkością porcji (osobiście mam z tym problem, bo uwielbiam orzechy). Orzechy oprócz tego, że są zdrowe, są także wysokokaloryczne. 
Zdjęcia: Shutterstock
A ty po jakie przekąski najchętniej sięgasz?

piątek, 3 kwietnia 2015

Najseksowniejsze zdjęcia świata - fotograf Herb Ritts

Brak komentarzy

Mam przyjemność przedstawić Wam kolejnego zdolnego fotografa. Jest nim Herb Ritts, fotograf który stworzył najseksowniejsze zdjęcia świata. A nagie i wtulone w siebie topmodelki przebijają wszystko - to zdecydowanie moje ulubione zdjęcie! 
Herb Ritts fotografował gwiazdy, celebrytów i supermodelki (Naomi Campbell, Cindy Crawford czy Christy Turlington), stworzył też słynne kampanie Calvina Kleina. Lata 90-te, to złote lata mody i supermodelek, to czasy, kiedy kampanie reklamowe marek modowych zacierały granicę pomiędzy komercją a sztuką. Oprócz supermodelek, Ritts fotografował też często gwiazdy, takie jak Madonna, Sylvester Stallone, Bruce Springsteen, Dizzy Gillespie czy Richard Gere. Charakterystyczną cechą zdjęć Rittsa jest to, że oprócz piękna ludzkiego ciała, zwracał też dużą uwagę na otoczenie.
Claudia Schiffer, Palmdale, 1992
Madonna, Tokyo, 1987
Stephanie, Cindy, Christy, Tatjana, Naomi, Hollywood, 1989
 Richard Gere, San Bernardino, 1978
Naomi Campbell, Face in Hand, Hollywood, 1990
Sylvester Stallone and Brigitte Nielsen, Long Island, 1987
 Bruce Springsteen (Detail II), New York, 1992
Dizzy Gillespie, Paris, 1989
 Wrapped Torso, Los Angeles, 1989Dizzy Gillespie, Paris, 1989
Nelson Mandela, Johannesburg, 1994
Mick Jagger, London, 1987
 Christy Turlington, Hollywood, 1988
Tony with Black Face, Profile, Los Angeles, 1986
Michael Jordan, Chicago, 1993
Versace Veiled Dress, El Mirage, 1990
Pants (Back View), Los Angeles, 1988
Backflip, Paradise Cove, 1987
Tatjana Veiled Head, Tight View, Joshua Tree, 1988
 Versace Dress, Back View, El Mirage, 1990

środa, 1 kwietnia 2015

Ciągle brakuje Ci czasu? Kłamiesz!
Masz aż 60 godzin do wykorzystania!

2 komentarze
Praca na pełen etat, rodzina, hobby, przyjaciele. Ciągle gdzieś pędzimy i ciągle nie mamy czasu. Życie umyka z dnia na dzień. "Nie mam czasu", "nie wyrabiam się z niczym" - jak często słyszysz tego typu zwroty od swoich znajomych i kolegów z pracy? A jak często sam tak mówisz?
Zanim odpowiesz, przeczytaj historię pewnego badania przeprowadzonego na kilkuset menedżerach, którym przedstawiono taką oto sytuację:
"Odbierasz telefon od samego prezesa firmy, w której pracujesz. Prezes pyta czy byłbyś zainteresowany zadaniem, które wykorzystywałoby twoje unikalne umiejętności. Raportowałbyś bezpośrednio do prezesa i brałbyś udział w podejmowaniu ważnych, strategicznych z punktu widzenia firmy decyzji. Z pracą wiązałyby się też ciekawe podróże. Zaangażowanie w to zadanie pozwoli Ci wnieść cenny wkład do firmy, a także dostarczy Ci duże możliwości rozwoju.
Oferta ma jeden haczyk: Ponieważ zlecenie jest w niepełnym wymiarze godzin, wymaga około jednego dnia pracy w tygodniu, musisz wywiązać się ze swoich dotychczasowych obowiązków w ciągu pozostałych czterech dni. Czy zdecydowałbyś się na to zadanie? W tym momencie poprosiłem o podniesienie ręki jeżeli podjęliby się tego zadania".
Czy Twoja ręka też byłaby w górze? Zdecydowana większość uczestników zgodziłaby się na podjęcie takiego zadania - autorzy tego badania zanotowali zgodę u 99% menedżerów. Masz więcej wolnego czasu niż Ci się wydaje!
Jeżeli Ty też przyjąłbyś taką propozycję, to oznacza, że Twój obecny grafik zajęć pozwala Ci na jeden dzień w tygodniu wolny od pracy. Dlaczego zatem ciągle nie masz czasu?
Wszystko jest kwestią motywacji. Jeżeli znajdziesz sobie odpowiednio ważne i ciekawe zajęcie, to znajdziesz też czas na nie. Czasu mamy wszyscy tyle samo - 168 godzin w tygodniu. Dlaczego 168 godzin, a nie 24 godziny w ciągu doby lub 7 dni w tygodniu? Już wyjaśniam.

  • Masz 168 godzin w tygodniu.
  • Odejmujesz 56 godzin na sen (8 godzin na dobę, wystarczy...) .
  • Odejmujesz 60 godzin na pracę etatową (dołożyłam dojazdy i ewentualne nadgodziny).
  • Pozostaje Ci aż 60 godzin do wykorzystania!

To są Twoje wolne godziny - jest ich aż 60! Możesz je przeznaczyć na co tylko masz ochotę, na zabawę z  dzieckiem, rozmowy z ukochanym, sport czy dodatkowy odpoczynek. Ale nie zapominaj, aby zaczynać od rzeczy najważniejszych dla Ciebie. Wykorzystując te godziny, wypełniasz swój słoik
Każdy z nas ma taki słoik - jedni większy, inni mniejszy. Do słoika cały czas coś wpada, ilość miejsca wciąż maleje. Niezależnie, jak ważne rzeczy robisz i na co wykorzystujesz swoje wolne godziny - słoik się zapełnia... Dlatego pamiętaj, aby w pierwszej kolejności rozmieścić w nim Twoje największe kamienie, czyli to co dla Ciebie najważniejsze, bo potem może Ci się to nie udać. Warto się czasami zatrzymać i zastanowić czy na pewno w Twoim słoiku znajdują się odpowiednie kamienie.
Jeżeli dalej myślisz, że postrzeganie Twojego życia przez pryzmat 168 godzin nie ma znaczenia oraz, że planowanie tygodnia jako 7 dni, to to samo, co planowanie tygodnia jako 168 godzin, to pozwól, że pokażę Ci różnicę, którą ja osobiście dostrzegłam.
Myślenie kategoriami tygodnia sprowadzało się u mnie zazwyczaj do planowania najbliższego tygodnia, dzień po dniu. Zadawałam sobie wtedy pytania, co mam zrobić w poniedziałek, a co we wtorek itd. Dzieląc tydzień na 7 dni, miałam 7 małych słoików, natomiast dzieląc tydzień na 168 godzin, dostawałam jeden wielki słoik. Do tego słoika mogę wrzucić rzeczy ważne i najważniejsze (duże kamienie) - czyli to co chcę, żeby się tam znalazło w pierwszej kolejności. Nawet, jeżeli na coś potrzebuję więcej czasu, np. 10 godzin w tygodniu, to mogę to już wrzucić do słoika (mam duży słoik, zmieści się). Dopiero na drugim etapie, czyli, kiedy to, co jest dla mnie ważne znajduje się już w słoiku, dokonuję podziału zadań na poszczególne dni. I mam już pewność, że ten duży kamień jest w moim słoiku. 
Te 60 „wolnych” godzin w tygodniu, to naprawdę sporo czasu. Trzeba go tylko przeznaczyć na to co dla nas ważne. Oto kilka pomysłów: 
  • Chwile spędzone w gronie rodziny, przyjaciół, 
  • Realizacja hobby, 
  • Rozwój własnego biznesu, 
  • Sport, 
  • Czytanie inspirujących książek.

Czekam na Twoje przemyślenia. Dodaj proszę komentarz poniżej.
.
=async defer src="//assets.pinterest.com/js/pinit.js"/script>