sobota, 16 stycznia 2016

Kraj Kwitnącej Wiśni to nie tylko sushi

4 komentarze
Planując swoją podróż do Japonii przygotowałam sobie listę kilku potraw, które chciałam spróbować. Na pierwszym miejscu znalazło się oczywiście sushi, a zaraz dalej makaron soba, omlet okonomiyaki oraz rozmaite słodycze o smaku zielonej herbaty. Nie przepadam za mięsem, wolę ryby, dlatego na mojej liście nie znalazło się mięsne danie. Miałam świadomość, że japońska kuchnia to nie tylko ryż i owoce morza. Wiedziałam też, że japońska kuchnia jest tak różnorodna, egzotyczna i kusząca, że nawet tak krótki pobyt, jak mój w Kraju Kwitnącej Wiśni może być niesamowitym doznaniem kulinarnym.
Wiadomo nie od dziś, że podróże rozwijają. Również kulinarnie:) Podróż do Japonii dała mi możliwość skosztowania wielu produktów i dań, które polubiłam tak bardzo, że zdarza mi się za nimi tęsknić. I wtedy wracam wspomnieniami - przynajmniej za pomocą zdjęć i przypominam sobie te nowe smaki... Zdarzało się, że zamawialiśmy coś w ciemno sugerując się jedynie zdjęciem w karcie dań albo opinią pracownika lokalu, który próbował się z nami porozumieć po japońsku z pewną pomocą wyraźnej gestykulacji ;)
Sushi to oczywiście mój numer jeden. Wybór niby oczywisty, mało oryginalny i pewnie nikogo nie dziwi:) Słyszałam opinie o japońskim sushi, ale i tak jakość i świeżość japońskiego sushi potrafiła mnie zaskoczyć. A ja jestem wielką miłośniczką sushi. W Polsce próbowałam sushi w różnych wersjach tzn. w kilku lokalach, z gotowych zestawów, a także autorstwa znajomych. Raz było lepsze, innym razem gorsze, ale wydawało mi się, że jakieś pojęcie już mam. Już pierwszy talerzyk świeżego sushi w Kraju Kwitnącej Wiśni dał mi do zrozumienia, że o tym, jak smakuje japońskie sushi pojęcia nie miałam żadnego. Podstawowa różnica między polskim, a japońskim sushi to przede wszystkim sama ryba. W naszym kraju często jest mrożona, a więc nie jest nigdy tak świeża jak być powinna. Sushi w Japonii jest też wyjątkowe z powodu różnorodności - u nas wszystko kręci się głównie wokół łososia, tuńczyka, czasem krewetek albo surimi - a tutaj ile kawałków sushi tyle rodzajów ryb! Warto także nadmienić, że sushi serwowane w Japonii to naprawdę porządne kawałki mięsa.
Okonomiyaki - tutaj zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Po prostu pozwoliłam się zaskoczyć i  było to zaskoczenie bardzo pozytywnie. Okonomiyaki to potrawa pochodząca z okolic Hiroszimy, lecz obecnie jest popularna w całej Japonii. Danie to często jest określane jako japońska pizza, ale przypomina ono moim zdaniem bardziej naleśniki albo jajko sadzone z dodatkami. Podstawą jest ciasto naleśnikowe oraz kapusta. Pozostałe składniki mogą się od siebie różnić w zależności od wariantu. Ta dowolność znajduje odzwierciedlenie w nazwie dania – „okonomi” dosłownie oznacza „to, co lubisz” lub „ulubiony”. Cechą charakterystyczną restauracji zaczynających układanie menu od okonomiyaki są stoły z wielkimi płytami grzewczymi, na których smaży się tę potrawę. Płyty te emitują spore ilości ciepła, więc najlepiej wybrać się do takiego miejsca, gdy jest chłodniej czyli na przykład późnym wieczorem (tak, jak my byliśmy w Kioto). Jeśli ktoś chciałby spróbować zrobić Okonomiyaki samodzielnie to przepis jest w książce "Bezsenność w Tokio (M. Bruczkowski).
Suszone ryby i owoce morza - oczywiście nie jest to konkretne danie, a produkt, ale muszę wspomnieć o specjałach dostępnych na Tsukiji – największym na świecie targu rybnym. Długo mogłabym się rozpisywać na temat tej wizyty, o tym, jak wielkie wrażenie zrobiło na mnie to miejsce swoją innością, różnorodnością i obfitością ryb i wielu innych produktów, z których wiele widziałam po raz pierwszy w życiu. Ale nie będę, bo już pisałam na blogu Photo-Atelier - zapraszam do lektury.
Najbardziej fantastyczne były dla mnie dostępne na niemal każdym stoisku degustacje. Warto też wspomnieć o suszonych płatkach tuńczyka bonito czyli Katsuobushi, które są wykorzystywane do posypywania wielu dań takich jak wspomniany omlet Okonomiyaki. Płatki efektownie skręcają pod wpływem ciepła przywołując skojarzenie z małymi robaczkami – co na pierwszy rzut oka może się wydać przerażające – ale w smaku są intensywne, a jednocześnie delikatne i po prostu rozpływają się w ustach.
Wołowina - trudno mi ocenić, czy dlatego, że japońskie krowy piją piwo i są po prostu szczęśliwe:), czy też z innego powodu, ale mogę potwierdzić, że japońska wołowina jest produktem bardzo cenionym i smacznym. Skwiercząca, gorąca, intensywnie pachnąca wołowina z warzywami oraz z sosem teriyaki okazała się strzałem w dziesiątkę! Mimo, że za mięsem nie przepadam :)
Takoyaki to kolejna z popularnych przekąsek w Kraju Kwitnącej Wiśni. Specjał ten, to smażona na złoto kulka chrupiącego, puszystego, pszennego ciasta otaczająca kawałek ośmiornicy, z dodatkiem majonezu i obficie posypana wiórkami suszonego tuńczyka bonito. Po przegryzieniu chrupiącej otoczki uwalnia się gorące, kremowe wnętrze nie do końca wysmażonego ciasta, pod którym kryje się lekko gumowaty, ale pyszny kawałek ośmiornicy.
Słodycze z zielonej herbaty - na temat japońskich słodyczy można by stworzyć długą opowieść. Moimi faworytami są te o smaku zielonej herbaty. 
Zielona herbata - nie byłam wielką fanką zielonej herbaty, ale po przyjeździe do Japonii szybko zmieniłam zdanie. Może to kwestia wysokiej jakości, a może po prostu spożywania na miejscu, ale w Japonii ten napój smakował zupełnie inaczej - tzn. lepiej. Zielona herbata towarzyszyła mi w trakcie mojej podróży bardzo często. Hitem okazała się jednak – kompletnie mi wcześniej nie znana – matcha czyli sproszkowana zielona herbata podawana w wielu japońskich barach sushi i innego typu lokalach gastronomicznych. Wystarczy wsypać do kubeczka odrobinę zielonego proszku, zalać go gorącą wodą i herbatka jest gotowa. Proste i genialne rozwiązanie. Matcha należy do najwyższej jakości zielonych herbat z uwagi na największą zawartość przeciwutleniaczy. Podczas jej picia korzystamy mianowicie z właściwości całych liści herbaty, nie tylko wywaru z nich. Podobno jedna filiżanka matcha jest odpowiednikiem 10 filiżanek „zwykłej” zielonej herbaty. Przywiozłam ją ze sobą do Polski. I kupiłam też zieloną herbatę z prażonym ryżem.
Miso - zupa miso podawana jest w Japonii o każdej porze dnia (nawet na śniadanie). Smak, który na początku nie wydawał mi się zbyt oryginalny i osobliwy lubię coraz bardziej. W Japonii przekonałam się, że zupa miso jest nie tylko świetnym dodatkiem do sushi, ale uzupełniona o różne składniki, dobrze sprawdza się jako sycące danie główne. Ciekawostką okazało się dla mnie także to, że podobno miso powinno się pić po zjedzeniu sushi, a nie przed:) Zupa przyrządzana jest na bazie bulionu dashi oraz pasty miso (stąd jej nazwa). Pasta miso uzyskiwana jest ze sfermentowanych ziaren soi. Według tradycji japońskiej składniki dodawane do miso powinny odzwierciedlać aktualną porę roku. Często wykorzystuje się więc sezonowe warzywa i ryby, ale także tofu, grzyby shiitake lub wodorosty wakame. Dzięki wszystkim wspomnianym składnikom miso jest bardzo wartościowym posiłkiem. Jest ona źródłem wielu składników odżywczych i witamin, wspiera odporność i poprawia metabolizm. To kolejny japoński sposób na długowieczność. Należy pamiętać, że miso nie należy doprowadzić do wrzenia, ponieważ traci ona wówczas swoje zdrowotne walory.
Nie od dziś wiadomo też, że japońska dieta – lekka, pełna ryb i warzyw – uchodzi za jedną z najzdrowszych na świecie. Dzięki takiemu menu Japończycy są długowieczni i szczupli. Podstawą jest ryż, z którego przygotowuje się sushi, a także soja (a z niej tofu i pasta miso). Mięso pojawia się rzadko, raczej wołowina niż wieprzowina. Najbardziej ceniona jest jak już wspomniałam wołowina (japońska). Krucha i równomiernie przerośnięta tłuszczem przypomina swoim wyglądem marmur. Niestety, bardzo wysoka cena sprawia, że nie każdego na nią stać...
To, co czyni kuchnię japońską najzdrowszą na świecie jest zasada, że potrawa musi być „czysta”. Chodzi o to, by podkreślić naturalny smak produktów. Aby to osiągnąć, podaje się je prawie nieprzetworzone. Warzywa, ryby, owoce morza Japończycy często jedzą na surowo, a jeśli gotują, to bardzo krótko lub grillują na płycie grzejnej. Warzywa muszą być półtwarde, w żadnym razie rozgotowane. Dzięki temu zachowują wartość odżywczą, dostarczając organizmowi cennych witamin i minerałów. Popularne kiszonki z długiej białej rzepy, kapusty pekińskiej, marchewki, cebuli zawierają kultury bakterii, które poprawiają pracę układu pokarmowego i zwiększają odporność. Nawet dania jednogarnkowe przyrządza się zgodnie z zasadą czystości, żeby było widać wszystkie składniki. Starannie się je dobiera pod względem koloru i rozdrabnia, aby potrawa miała atrakcyjną formę. Kroi się je pod linijkę, oddzielnie smaży lub gotuje i dopiero na koniec łączy. Używają mało przypraw, dlatego ważne, żeby produkty były świeże, najlepszej jakości.
Japończyk spytany o najważniejsze przyprawy, bez wahania wymieni:
  • sosy sojowe – zwykły ciemnobrązowy, jasny z soi i pszenicy oraz tamari, zrobiony z soi;
  • sake – wino z ryżu, które dodaje się niemal do wszystkiego – sosów, zup, potraw z ryżem i makaronem. Samą sake pije się najczęściej podgrzaną. 
  • mirin – słodkie wino ryżowe, którego w przeciwieństwie do sake, nigdy się nie pije; 
  • miso – sfermentowana pasta z soi i słodu ryżowego, pszenicznego lub jęczmiennego; 
  • ocet ryżowy – biały albo jasnozłoty, łagodniejszy od winnego; 
  • sansho – pieprz japoński ze strąków liściastego drzewka rosnącego w Japonii; 
  • olej sezamowy; 
  • zielony chrzan wasabi – działa bakteriobójczo, a jego ostry smak i zapach pasuje do ryb.
Japończycy unikają smażenia w głębokim oleju, używają mało tłuszczów zwierzęcych. Ich kuchnia jest lekko strawna oraz niskokaloryczna. Efekt? Na ulicy nie widuje się osób z nadwagą. Podobno tylko 3 proc. Japonek cierpi na otyłość. Wiadomo też, że dzięki takiej diecie, Japończycy rzadziej zapadają na choroby serca i układu krążenia. W Kraju Kwitnącej Wiśni wystrzegają się też przejadania. Japończyk woli zjeść mniej, i to nie tylko ze względów zdrowotnych, ale też, żeby lepiej zapamiętać smak potrawy:). Mimo że każdy posiłek składa się z kilku stałych elementów: zupy, ryżu, 2–3 innych dań, nikt nie odchodzi od stołu z poczuciem ciężkości w żołądku. To również zasługa zielonej herbaty, która wieńczy każdy posiłek, m.in. poprawiając trawienie.
Dzienne menu Japończyka:
  • Na śniadanie zgodnie ze zwyczajem jada się zupę miso, do tego może być ryba z rusztu, ryż z glonami i sosem sojowym, świeże lub kiszone warzywa. W skład tradycyjnej zupy wchodzą warzywa (ziemniaki, marchewka, kapusta pekińska, cebula, ewentualnie zielony groszek w strąkach albo mało u nas znana okra), japońskie grzyby shiitake, glony, pokrojone w kostkę tofu lub owoce morza. Na koniec zawsze dodaje się pastę miso. 
  • Lunch jada się na mieście. Zwykle jest to posiłek ciepły, z zupą (czystą, zazwyczaj na bazie bulionu dashi z ryby bonito i/lub z dodatkiem pasty miso) oraz drugim daniem. Tylko młodzież coraz częściej wybiera kanapki. Poza zwykłymi, z pieczywa, można kupić kanapkę ryżową w kształcie uklepanej kulki lub trójkąta, np. z tuńczykiem i majonezem.
  • Wieczorem cała rodzina zasiada do wspólnego posiłku. Zgodnie ze zwyczajem stół zastawia się wszystkimi potrawami od razu. Obok siebie stoją sushi i sashimi, dania zimne i ciepłe, podgrzewane płomykami świec, miseczki z sosami o całym bukiecie smaków, rozmaicie przyrządzony ryż i przyprawy. Posiłek zaczyna się od drobnych przystawek. Sushi je się po sashimi, ponieważ zawiera ryż i jest potrawą bardziej złożoną, a zupę pod koniec biesiady. 
Japończycy celebrują jedzenie. Powoli, z dostojeństwem, chwytają pałeczkami małe kęsy i maczają je w sosie. Przy japońskim stole nie ma miejsca na pośpiech.
Bardzo mi się podobają te kulinarne japońskie zwyczaje, dlatego też sos sojowy już prawie na stałe zagościł w mojej kuchni, a charakterystyczne dodatki jak wasabi czy imbir są częstymi dodatkami wielu posiłków. Ostatnio nabyliśmy też składniki i zestaw startowy do robienia własnego sushi. Na szczęście większość wymienionych przeze mnie produktów można kupić w sklepach z orientalną i ze zdrową żywnością lub w dobrych sklepach spożywczych. Sos sojowy, tofu czy japońskie grzyby są dostępne nawet w supermarketach. Najtrudniej jest z japońskim ryżem, ale można go zastąpić zwykłym białym, pod warunkiem że ma okrągłe ziarna. Zamiast sake ostatecznie można użyć innego białego wytrawnego wina.
A czy Wy lubicie japońską kuchnię? A może zachęciłam Was do jej testowania po przeczytaniu tego wpisu? :)

4 komentarze

  1. cudowny kraj, wspaniałe obyczaje i potrawy oddające co w Japonii najpiękniejsze - poszanowanie do natury .

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Japonie i wszystko co jest z nią związane dlatego też jestem fanką sushi ;)Jadam je bardzo często w Sushi Wesoła.Przekonałam się do tej restauracji dlatego, że u nich sushi jest zawsze smaczne i świeże a świeżość w sushi to podstawa!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie do kultury japońskiej przekonała moja dziewczyna, która jest jej fanką od kilku lat!Bardzo lubimy jadać sushi!Często zamawiamy je z Nanaki Sushi!Dostawy są na czas a sushi zawsze świeże i smaczne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Super wpis!Planuje wycieczkę do Japonii w przyszłym rokuu!Już nie mogę się doczekać ;)

    OdpowiedzUsuń

ARCHIWUM BLOGA

.
=async defer src="//assets.pinterest.com/js/pinit.js"/script>